czwartek, 6 lipca 2017

Uwalniamy się od pieluch

Jak w temacie i naprawdę moja radość, że mogę to wreszcie napisać jest ogromna! :-)

Laura ma już prawie 3lata. Z toaletą bywało różnie - czasem wołała, czasem nie. Kupa u nas od dłuższego czasu nie była już problemem. Laura ładnie i wyraźnie woła "papppa!" a my wiemy o co chodzi. Z siusiu jednak było gorzej. Dużo, dużo gorzej... Bywały chwile, gdy wołała, ale najczęściej wtedy, gdy było już po ptakach... Szłam jednak w zaparte i ze spokojem przebierałam. Gdy jednak po 2-3 godzinach naprawdę nie mieliśmy już gdzie usiąść, bo wszystko było mokre motywacja nam nieco opadła... I tak sobie żyliśmy z dnia na dzień, co 2tygodnie z nową dostawą pampków. Cichaczem miałam nadzieję, że babcia z dziadkiem ogarną sprawę, bo w końcu będą z nią 24h/dobę przez 2 tygodnie więc super okazja. Ale po przyjeździe babcia rozłożyła ręce i powtórzyła to co sama już wiedziałam: kupa bez problemu, siusiu masakra.

Ale zawzięłam się. Postanowiłam po powrocie do Wrocławia zacząć akcję odpieluchowania. Wizja przedszkola od września była dla mnie tym bacikiem do popędzania (tak przy okazji, znowu wychodzą moje braki w pisaniu - Laura dostała się do przedszkola, także od września będzie się działo), bo nawet w prywatnych placówkach dało się wyczuć niechęć do pieluch, gdy delikatnie o to pytałam.

Zrobiłam tak jak mówiłam. Pewnego piątkowego wieczora ściągnęłyśmy pieluchę, wytłumaczyłam Laurze, że pielucha jest dla dzidzi, a Laura przecież jest już duża. Mama nie ma pieluchy, tata też. Laura z przejęciem powtórzyła, że "Laula nie jest dzidzi, dziodzio-ja". Tego dnia miałyśmy dwie wpadki, ale też jeden sukces. W weekend jeszcze kilka razy się zdarzyło, ale bez dramatu. Mop spokojnie stał w szafie, pralka się nie nadwyrężała. W poniedziałek do niani Laura poszła z trzema kompletami na zmianę i jeszcze dwoma pieluszkami, na wypadek, gdyby niania się poddała. Bo nasza niania to jednak super babka. Obawiałam się, jak podejdzie do całej akcji, bo opiekuje się Laurą u siebie w domu... Wydawało mi się, że może mieć pewne obiekcje, że jej zasika mieszkanie czy coś... Zupełnie nie wiedziałam jak się do tego zabrać, czy w ogóle mogę oczekiwać od niej pomocy. Ale niania, gdy nieśmiało ją zapytałam, powiedziała - od poniedziałku 3 komplety na zmianę i już! Tak więc zrobiłyśmy.

Tego dnia H., który rano jest z Laurą sam, musi ją przygotować i odwieźć do niani, miał dodatkowe utrudnienie - Laura po przebudzeniu nie chciała usiąść na nocnik. Pojechała więc do niani w majtach bez sikania. Gdy mi to zakomunikował, od razu dzwoniłam do niani, żeby podniosła czerwony alarm, bo dziecko po nocy niewysikane. A niania mówi - spokojnie, Laura właśnie wstała z nocnika :-)

Wiecie jaka byłam zdziwiona, gdy tego dnia pojechałam po Laurę, a niania oddała mi ją w tym samym ubranku, w które H. ubrał ją rano? Zero wpadki!

I tak, drogie ciocie, już od dwóch tygodni :-)))

Tzn. u niani jej się wpadki nie zdarzają. W domu raczej też nie, ale czasem kilka kropelek poleci. To już jednak zdarza się coraz rzadziej. Najgorzej jest kiedy Laurę pochłonie zabawa. Wtedy nawet gdy pytam, czy chce siusiu, kręci głową, że nie, ale widzę, że to pytanie jakby w ogóle do niej nie dociera. Cieszy mnie natomiast to, że coraz częściej po nocy ma suchego pampersa i siadanie rano na nocnik weszło już na stałe do naszego grafiku. Myślę więc, że jest szansa, że niedługo całkowicie pozbędziemy się pieluch. Na drzemki niania zakłada jej jeszcze pieluchę, ale myślę, że to już niepotrzebne. Laura nie śpi dłużej niż godzinę (w domu wcale nie ma już drzemek). Kilka razy zasnęła nam w samochodzie i nie popuściła.

W samochodzie jeździmy z nocnikiem :-) Bałam się trochę jak ogarnąć wyjścia na spacer, na miasto itp. Szkoda mi było zakładać jej pieluchę skoro tak dobrze nam szło. Ale perspektywa, że Laura woła siku, a dookoła nigdzie nie ma miejsca by sprawę ogarnąć, trochę mnie przerażała. Pamiętam, że nawet za pierwszym razem chciałam jej założyć pieluchomajtki, ale Laura powiedziała "mama, nieee..., ja dziodzio (duża)". No i tak zostało. Jak gdzieś jedziemy to przed wyjściem z auta, Laura robi siku na nocnik i jak dotąd wytrzymuje do powrotu do samochodu.

Trzymajcie kciuki by dalej tak dobrze nam szło!

Kobietą być...

4 komentarze :

  1. Super, gratulacje! Zobacz w Rossmannie, tam są takie nocniki jednorazowe. Fajna sprawa na miasto, gdzie faktycznie nie ma gdzie wysadzić dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciskam kciuk. My z pieluchami w dzień pożegnane jesteśmy od stycznia (Nusia w marcu skończyła 2 latka) i jestem zdania, że u nas dużą część roboty zrobiły pieluszki wielorazowe, którymi pieluchowaliśmy Nusię. Na noc pieluszkę zakładamy, a co do wysadzania, ja nie patrzę na nic jak Nusia woła siusiu to wysadzam ją zawsze i wszędzie zawsze znajdzie się jakiś kawałek ziemi i nie ważne czy to centrum miasta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo dla Laury. U nas z odpieluchowywaniem też było pod górkę tzn. tak nam się wydawalo, a wszystko przez nerwy i stres. Jak odpuściliśmy to nagle dziecko samo zaczęło wołać :) p.s. A wpadkami się nie przejmuj - u nas normalne jest, że do przedszkola przynosi się ubranie na zmianę. Zwykle wpadki zdarzają się wlaśnie w zabawie, woźne mówiły mi, że zdarzają się i starszakom ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawa dla Laury! Moj gagatek jest o prawie 2 lata starszy, a w nocy nadal masakra! To znaczy jak go dwa razy na spiocha wysadzamy, to ostatnio jest ok. Na kemping jednak zakladam mu pieluchomajtki, bo nie chce mi sie bawic w wielkie pranie na polu kempingowym. I ostatnio jak sie posikal w nocy, to pieluchomajtki nie wytrzymaly i dobrze, ze materac mial nakladke (i to tylko dlatego, ze przyczepke kupilismy uzywana i sie brzydzilam...). Ech...

    A co do przedszkola, to dzieciom czesto zdarzaja sie "wpadki" i zawsze obowiazkowa czescia wyprawki sa ubrania na zmiane. :)

    Takze tego... Ja trzymam kciuki za Laure, a Ty prosze potrzymaj za Nika! :D

    OdpowiedzUsuń