wtorek, 19 stycznia 2016

Bardzo optymistyczny post

Na blogowisku ostatnio chorobowo więc postanowiłyśmy z Laurą Was trochę powspierać. Od wczoraj walczymy z laurowym gilem do pasa. A od dziś dołączam jeszcze swój własny osobisty. Tak, tak, zima na całego.

Chociaż w sumie nie wiem czy to przeziębienie. Opcji mamy sporo. Raz, że Laurencja z uporem maniaka odkrywa się w nocy. Boże, ile ja się nakombinuję by ją przykryć. Gdy Malizna poczuje na sobie kołdrę zaczyna fikać kopytkami z taką pasją, że jeśli jej nie uwolnię natychmiast się budzi albo zaczyna wrzeszczeć. Tak, wrzeszczeć, nie płakać. Przykrywam ją więc dopiero wtedy gdy zaśnie a i tak gdy się budzę Laura leży na kołdrze. Pod ręką mam więc cały zestaw kocyków, którymi ratuję sytuację gdy kołdra zakleszczona jest pod śpiącym dziecięciem. Ale ostatecznie i tak Laura zawsze wygrywa tą batalię.

Dwa, idą zęby. Zęby atakują stadnie. Wychodzą jej obecnie wszystkie czwórki i chyba jedna piątka. Dziąsła ma czerwone i opuchnięte, paluchy przez cały czas w buzi. Rozwija też swoje tendencje gryzoniowe - ostatnio dziabnęła mnie zupełnie niespodziewanie w tylną część uda, gdy gotowałam obiad. Całe szczęście, że nie trzymałam wtedy nic gorącego, bo skoczyłam niczym atleta. 

Trzy, szczepienie. W ubiegły piątek zaliczyłyśmy zaległe MMR. Chociaż nie wiem czy mogę katar łączyć ze szczepieniem...? Dzisiaj Laura ma jednak stan podgorączkowy więc może coś jest na rzeczy. Przy okazji szczepienia miałyśmy okazję wypróbować nową przychodnię. Hmmm... mam mieszane uczucia, ale może oczekuję zbyt wiele. Musiałam prosić o zmierzenie Laury i zważenie. O sprawdzenie jak jej waga ma się do siatki centylowej. Pani doktor znudzonym głosem kazała postawić Małą na wadze, a potem do miary na ścianie. Poczułam się jak upierdliwa matka, ale co tam. Przy okazji dowiedziałam się, że Laura dobiła do 75cm i 9700g. Trochę mnie zmartwiło, że wciąż nie waży nawet 10kg, ale okazuje się, że idzie przez cały czas tym samym centylem więc wszystko jest w porządku.

Powracając do szczepienia, Laurka moja kochana ponownie nie zapłakała ani razu, nie tylko przy samym wbijaniu igły, ale nawet przy sprawdzaniu gardełka. Naklejka dla dzielnego pacjenta w pełni zasłużona!

No i wszystko byłoby cacy gdyby właśnie nie ten gil, który pojawił się nagle wczoraj wieczorem. Noc zaliczam do jednych z najcięższych w całym naszym repertuarze. Laura dostawała dzikich spazmów, gdy nie mogła possać cycusia przez zatkany nos. A odetkać też sobie nie dała. Ostatecznie pół nocy spędziłyśmy na wydeptywaniu ścieżek w naszej sypialni z Laurusią w ramionach. H nad ranem wygnałam do salonu by choć trochę przespał się przed pójściem do pracy. A my z Laurusią walczyłyśmy do rana. Dzisiaj glut jeszcze większy, ledwo nadążam z wycieraniem, a do tego jeszcze w tej pogoni wycieram swój własny nos. Egheghegheghe....

Żeby zakończyć post pozytywnym akcentem napiszę jeszcze, że właśnie dostałam wiadomość od koleżanki, która miała nas wprowadzić na salony do pewnej niani zajmującej się dziećmi u siebie w domu. Chcemy z H. by Laura miała kontakt z innymi dziećmi. W weekend byliśmy w pewnym ch i trafiliśmy na zabawy dla dzieci organizowane przez księgarnię Matras. Laura była zachwycona obecnością innych dzieci, chciała się bawić, dotykać je, na co niekoniecznie reflektowały inne juniory. Laura do nich podchodziła, wyciągała rączki, a te szybko uciekały w bliżej nieokreślonym kierunku. Dla mnie to był raczej przypadek, ale H. posilił się od razu na analizę socjologiczną Polaków podsumowując, że nasza aspołeczność zaczyna się już w okresie niemowlęcym :) Tak, H. uważa nas za samolubnych dzikusów, którzy wszystko chcą robić sami i dla siebie. Nie do końca się z nim zgadzam, choć przyznaję, że w porównaniu do Turków o wiele bardziej ceni się u nas jednostkę. Ja jednak dostrzegam w tym również dobre strony, bo model turecki, gdzie wszystko się robi razem i dla innych absolutnie mi nie odpowiada. 

No, ale do brzegu. Niby wszystko było już prawie pewne, u niani miały być wolne miejsca, Laura miała trafić do dzieci na raptem 2 godzinki dziennie, w czasie ktorych ja miałam wytapiać siódme poty na jednej z obcykanych wcześniej dookoła siłowni... A tu doopa. Właśnie dostałam info, że w kolejce do niani czeka kilkoro innych dzieci więc możemy co najwyżej poczekać na naszą kolej. A ja chciałam zacząć z nianią zaraz na początku lutego, tuż po wyjeździe teściowej. :((((((. No, i tyle w temacie. 

Potrzebuję czegoś pozytywnego, jakiejś dobrej wiadomości, bo opanowuje mnie poczucie totalnej beznadziei.

Tylko ten uśmiech dodaje mi dzisiaj nadziei! 





26 komentarzy :

  1. Z tym odkrywaniem to jak bym czytała o Gabi ;) Właśnie wczoraj zamowiłam jej śpiworek na allegro, oby go polubiła. Rok temu spała w spiworku, ale po okresie letnim jak miała znowu w nim spać jakoś jej przestał pasować. Liczę że znowu jej przypasuje i nie będę co 5 min jej nakrywać. Dodam że w pokoju mamy zawsze chłodno, a ona mimo to odkryta... U nas też katar, my z mężem poprzeziębiani, ale u Gabi ewidentnie zęby. Zrobiłam nam takie rewolucje przez dwie noce, że aż chciało mi się płakać razem z nią bo nie wiedziałam jak jej pomóc no i do tego doszedł wodnisty katar. Aktualnie przebijają nam się dolne czwórki i górne trójki. Pierwszy raz w ruch poszły u nas czopki i syropy przeciwbólowe. Szybkiego powrotu do zdrowia dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas odkrywanie skończyło się tym, że moja 4,5 latka śpi jak dzidziuś w polarowym pajacyku ze stopkami, bo nie było siły żeby przespała noc przykryta. Noc, o czym ja marzę. Chociaż dwie godziny!

      Usuń
    2. Ciepłe pajacyki to był mój pierwszy pomysł. Co prawda nie z polaru, bo bałam się, że mi się zapoci, ale z grubszej bawełny. Musiałybyście widzieć Laurencję, gdy zorientowała się, że stópki ma zniewolone w śpiochach. Był taki wrzask, że głowa mała. Wściekła na maksa ciągnęła za nogawki i ciągnęła, a te cholery ani rusz :D Niestety trzeba było zaliczyć przebierankę, bo o spaniu w takim humorze nie było mowy. Nie wiem skąd jej się to wzięło, ale do spania Laura musi mieć gołe stopy. Gdy tylko kładziemy się do łóżka, skarpety są ściągane i rzucane z impetem daleko w kąt. I nie ma, że zimno czy cuś. Także ten... moje ciepłe pajacyki, owszem, są teraz w użytku, ale po drastycznej modyfikacji nogawki, czyli właśnie odcięciu stopki :]

      Usuń
    3. Moja córka ma dwa lata, pod kołdrą nie sypia, bo ciągle wędruje w nocy w łóżeczku. U nas sprawdza się śpiworek, choć ważne by bawełna była miękka i ciągnąca. Mała nie toleruje płuciennych śpiworków. Budzi się wówczas co chwilę i nie może się przkeręcić. Może i u Was sie sprawdzi. U nas nigdy nie było kataru po szczepieniu. Raz była goączka, wysypka i biegunka poza tym poza ogólnym rozdrażnieniem nic innego szczęśliwie nas nie spotkało. Życzymy dużo zdrowia Mamie i Pięknej Córce. Z tym wyobcowaniem dzieci to całkiem zgadzam się z H. Nasza córka nieustannie próbuje nawiązać kontakt z innymi dzićmi, ale zarówno dzieci jak i rodzice unikają wszelkiego kontaktu jak ognia.

      Usuń
  2. Jeju z tym odkrywaniem to ja też mam mękę... Ciągle się odkrywa, a ja dziwię się, że jej nie zimno, skoro sama śpię z kołdrą aż pod sam nos. Widać gorąca krew płynie w naszych dziewczynach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się dziwię, a ciepłolubny H wciąż narzeka, że dziecko nam się rozchoruje. No ale co ja mogę na to poradzić? Taki charakter i już. Chociaż muszę przyznać, że jakiś instynkt samozachowawczy chyba w naszej córce jest, bo gdy wróciliśmy do Wrocławia po Świętach okazało się, że mieszkanie wyziębiło nam się do 16 stopni. Było masakrycznie, a dogrzać nam sie je udało dopiero bodajże trzeciego dnia. W te pierwsze wieczory Laura do usypiania pozwoliła nam się przykryć kołdrą i nawet za bardzo się nie rozkopywała! Oczywiście stopy musiały być gołe, a jakże, ale coś tam chyba zakumała, że zimno i lepiej nie wychodzić spod okrycia :)

      Usuń
  3. Jak Hania miała szczepienia to nigdy nie gorączkowała w ten sam dzień, ale zawsze tydzień po. oczywiście nigdy lekarz nie zakwalifikował tego jako odczyn poszczepienny. mnie tylko dziwiła ta zbieżność po każdym szczepieniu. trzymam kciuki, aby wszystko dobrze poszło,.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nasza pediatra zawsze "ostrzega", że gorączka "poszczepienna" może pojawić się nawet 8. dnia po zaszczepieniu. Czyli jak zwykle - co lekarz to inna diagnoza.
      Ja tez życzę Wam zdrowia!!!
      I napiszę to w końcu - podziwiam Cię za cierpliwość do Małej ale i do H. Ja bym nie pozwoliła mojemu M. aby ten spała a ja z Hanią sama walczyła. Tez jestem mamą "siedzącą" w domu z dzieckiem, a mąż jedyny żywiciel rodziny, który rano musi wstać. No, ale ja to hetera jestem;-0

      Usuń
    2. Gosiu, Laura jak dotąd znosiła wszystkie szczepienia bardzo dobrze, pierwszy raz mamy taką sytuację. Niestety nigdy chyba się nie dowiemy czy to faktycznie reakcja na szczepienie czy po prostu przeziębienie czy też może zeby w natarciu...

      Usuń
    3. Tyśka, i co ja mogę Ci odpowiedzieć? :) Mąż mnie podczytuje z kibla więc nie mogę tu sobie ponarzekać ;)) H. pomaga mi w chwilach kryzysu, ale faktycznie wychodzi niestety z założenia, że on zmęczony jest bardziej i że jemu ten sen w nocy bardziej się należy, bo ja jeszcze mogę odespać w dzień kiedy Laura śpi. To nic, że jak dotąd ani razu mi się to nie udało. Nie potrafię zasnąć w ciągu dnia, choćbym padała ze zmęczenia - tak już mam. W chwilach desperacji próbuję, owszem, ale kończy się to tym, że gdy przychodzi jakaś szansa na sen, Laura właśnie się budzi. Na usprawiedliwienie H. mogę tylko napisać, że faktycznie ma pracę wymagającą największego skupienia. Ja co prawda mogę tępo patrzeć się na dziecko, nie muszę analizować, kombinować i przegrzewać zwojów.

      Usuń
    4. No i męża pogratulować tylko! ;)

      Usuń
  4. Haha u nas tez najgorsza zmora nocna to odkrywanie a wrecz "zkopywanie" (nie wiem czy jest takie slowo nawet) koldry i co najmniej tuzina kocykow na podloge...spiworkow nie znosi a wrecz nienawidzi i placze wiec tez odpadaja...nie mamy ogrzewania tylko dogrzewamy piecykami zatem jest zimno teraz w zimie a jej jak widac goraco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, już sobie wyobrażam ten napad szału, gdybym zakleszczyła naszą Laurencję w śpiworek :D Po tym jak widzę z jaką złością wykopuje kocyki i kołdrę, nawet nie miałabym odwagi spróbować :D No tak, takie uroki mieszkania w ciepłym klimacie. W naszym tureckim mieszkaniu też dogrzewaliśmy się zimą tylko klimą i to było tak tylko w sam raz, goście u nas marzli :]

      Usuń
  5. Ojejku- glupi katar a jaki uciazliwy :(
    Zdrowka dziewczynki Wam zycze!! :*
    Obejrzalam sobie zdjecia Laurki- wyrasta dziewczynka- taka lobuziarska sie robi - choc za chwile jako spiacy aniolek do zacalowania!! SLICZNA!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - od łobuziaka do aniołka, jedyne co się nie zmienia to jej urok :)

      Usuń
  6. Tytul zwodniczy, bo nie wylapalam ani jednego optymistycznego watku. ;)

    Kochana, nie dziwie sie, ze masz kiepski nastroj. Sama w zeszlym tygodniu przekonalam sie jak mocniejsze przeziebienie potrafi czlowieka "zmietolic". :/ A jak u Ciebie doszlo jeszcze kilka upierdliwych przeciwnosci losu, to w ogole odechciewa sie wszystkiego...

    Dobra wiadomosc? Wszystko mija, bedzie lepiej! Kiedys napewno! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, tak mnie wzięło na ironię ;)

      No dzisiaj to nawet jest jakaś nadzieja - przynajmniej w sprawie laurowego kataru. Przechodzimy oto na drugi poziom - nochal zapchany, ale bez cieknącego gila. Juhuuu!

      Usuń
  7. Moja córcia też się odkrywa, na szczęście nie zawsze, ale stópki koniecznie bose. Do spania zakładam jej polarową piżamkę. Na dużo zimniejsze noce dodatkowo body pod piżamkę. Nigdy mi się nie zapociła, a też się bałam, więc mogę polecić z całego serca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbujemy chociaż w nocy mamy w sypialni dość ciepło, bo mój śródziemnomorski małżonek wiecznie marznie ;)

      Usuń
  8. Tutaj mówią, że gorączka posczepienna to może się pojawić nawet do dwóch tygodni po. Poza tym przy MMR informowano nas, że ok. 2 tygodnie po szczepieniu mogą się pojawić blade krostki, które same później znikną.
    Co do odkrywania to Kasiu łączę się bólu, ja do tej pory wstaje kilka razy w nocy przy okryć młodego. Nawet chciałam już mu kupić grubą piżamę i odpuścić z przykrywaniem go, ale z drugiej stony ostatnio co nocy zjawia sie u nas w łóżku ( o różnycch godzinach), a wtedy w grubej piżamie by się pocił.
    My w ubiegłym tygodniu mielismy zaszczyt z rotawirusem, na szczęście w dość łagodnej formie. W tym tygodniu walczymy ponownie z katarem. Byle do wiosny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, wszędzie choroby! Nie wiem co prawda jak miałaby wyglądać taka reakcja poszczepienna, ale u nas to chyba zwykłe przeziębienie. Gorączki praktycznie nie było, tylko stan podgorączkowy no i regularny katar - najpierw cieknący, potem ciągnący, sama wiesz ;)

      Usuń
  9. Idące ząbki to najcięższy okres w życiu mamy i dziecka. Szkoda, że maluchy nie rodzą się już z nimi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Tyle się namęczymy z tymi wychodzącymi po to by za kilka lat przeżywać ich wypadanie!

      Usuń
  10. Jakbym czytalam o Riczi.Juz dawno wyladowala by ww swoim łóżeczku gdyby nie ta awersja do przykrywania się i ubierania.Spi z nami, pomiędzy nami ale i tak potrafi się i nas "rozkopac"
    Troche jestem spozniona z tym komentarzem i mam nadzieje że w międzyczasie wydarzyło się cos pozytywnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas dokładnie to samo :) Śpiąc z nami też się rozkopuje i mnie przy okazji też. Śpimy pod dwoma kołdrami, tzn. H. ma swoją i my z Laurą swoją. Gdy ona się odkryje, ja do pasa też jestem nieprzykryta i stąd chyba mój katar...

      Usuń
  11. Podobnie jak Agata, aż się zadumałam, gdzie ten kurna optymizm??? No ale już doczytałam, że to ironia taka :)
    Mam nadzieję, że gile już sobie poszły, a teraz jak się domyślam- macie u siebie babcię? Wypoczywajcie Dziewczyny!
    Lila też się odkopywała, ale u nas sprawdził się jednak śpiwór, jakoś zakleszczona w nim nie protestowała :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń