środa, 1 lipca 2015

9!

9 miesięcy... Toż to jak druga ciąża :) Laurencja zmienia się każdego dnia, aż trudno mi to wszystko notować.

Z danych statystycznych nowych wieści nie mam, gdyż dopiero wybieramy się do przychodni na ważenie i mierzenie. Ubranka nosi 74/80, od ostatniego miesiąca nic się nie zmieniło. Co do wagi natomiast... przypuszczam, że powoli dobijamy (jeśli już nie dobiliśmy) do 9-10kg... Gdy pofolguję sobie z noszeniem córci, moje plecy natychmiast dają o sobie znać. 

Jak zmieniła się Laura?



Przede wszystkim rozgadała się na maksa! Gada przez caaaały czas. Z bliżej niezartykułowanych odgłosów udało jej się nauczyć pięknie wypowiadać dwie sylaby: "MA-MA" i "BA-BA" :)))) Z "baby" cieszy się i H. i moja mama - takie zalety dwujęzyczności :) Baba to po turecku tata. Oczywiście posługuje się nimi raczej nieświadomie choć dziwnym przypadkiem "baba" jest w użyciu w ciągu dnia i niemal zawsze, gdy na widoku pojawi się tata; "mama" z kolei powtarzane jest jak mantra przy okazji płaczu i w nocy. Laura "mamuje" i "babuje" non stop, w różnych intonacjach, czasem tak głośno, że nie słyszę rozmówcy przez telefon :) 





























Jest też niesamowicie ruchliwa. Opanowała do perfekcji obrót na plecy i z pleców na brzuszek i położona na łóżku niestrudzenie je ćwiczy. Podnosi się też na kolana. Z siadu bez problemu potrafi przejść do pozycji na brzuchu. Nie mogę jej spuścić z oczu dosłownie nawet na sekundę. Przeraża mnie to przede wszystkim w kwestii nocy, bo od czasu do czasu, żeby jeden cycek nie eksplodował, muszę ją przerzucić na skraj łóżka i choć niby śpię z ręką za jej plecami to jednak przyłapałam się kilka razy, że moja ręka leży beztrosko na poduszce, a Laura na samiuteńkiej krawędzi łóżka. Zaczniemy chyba ustawiać poduszki na podłodze, by w razie czego lądowanie miała chociaż miękkie, ale płacz i tak będzie masakryczny, już to sobie wyobrażam :-] Również podczas zabawy na kanapie, dotąd bezpiecznej i co najważniejsze ;-) dającej mi trochę swobody, bo mogłam sobie obok niej usiąść z komputerem i ogarnąć w między czasie rachunki/maile, a nawet krótsze tłumaczenie, potrafi nagle wykonać taki manewr kamikadze, że włos mi się jeży na karku! Moja córcia w ogóle nie ma żadnej, absolutnie żadnej samokontroli. Tradycyjnie zrzuca wszystkie zabawki z kanapy na podłogę (jak ja współczuję sąsiadom na dole...), a potem nagle wykonuje nurka przed siebie po to by próbować podnieść coś z podłogi. Dra-ma-cik. O komputerze mogę zapomnieć. O telefonie zresztą też :-]



Szkoda, że tą nadpobudliwość nie przerzuciła na naukę raczkowania. Do tej pory jej się to nie udaje choć coraz bardziej uparcie podnosi kuperek. Wygląda przy tym jak mała dżdżownica :) W zeszłym miesiącu potrafiła tylko przesuwać się do tyłu. Teraz daje radę również do przodu, w szczególności gdy kusi ją położona dalej zabawka :) Szczerze powiedziawszy, nie spieszy mi się do jej raczkowania. Nie pospieszam, nie denerwuję się, cieszę się natomiast chwilą obecną, bo wiem, że gdy ruszy do przodu będę miała jeszcze więcej roboty. 


A ja już ledwo zipię. Dosłownie. Od kilku dni jestem ledwo żywa. Niemal codziennie w nocy mamy przynajmniej jedna pobudkę. To znaczy, żebym została dobrze zrozumiana - Laura od zawsze budzi się w nocy co kilka godzin, ale gdy tylko zakwili dostaje do paszczy cycka i śpi dalej. Poprzez pobudkę rozumiem całkowite wybudzenie się i pogardzenie cyckiem. Czyli matka musi podnieść tyłek i zacząć usypianie, tj. u nas bujanie w łóżeczku. Zignorowanie berbecia grozi utratą połowy włosów, ewentualnie palcem w oku. Najpierw jest etap zabawy, czyli łóżkowe akrobacje i zaczepianie matki oraz śmianie jej się prosto w twarz z jej żałosnych prób uśpienia dziecka. Potem następuje etap znudzenia, w którym to Laurencja zaczyna popłakiwać by w końcu przejść w regularny ryk. Potem jest już jazda bez trzymanki. Z jednej strony chcę jej pozwolić się wyryczeć, bo wtedy szybciej zasypia (wiem, okropna jestem), z drugiej jednak żal mi H., który rano przecież do pracy musi wstać... Po kilka rund wędrujemy więc z łóżeczka do naszego łóżka, gdzie wrzeszcząca paszcza zostaje zatkana cyckiem. Najczęściej ja na tym etapie wysiadam, tzn. ciało odmawia mi posłuszeństwa, gdy dowcipna córka po raz enty już już już zasypia i gdy ja powoli zaczynam ewakuować się do naszego łóżka, otwiera oczy tak wielkie, że nawet w ciemności nie mam wątpliwości, że to co najmniej 5zł. Wtedy najczęściej dochodzi między mną a H. do szybkiej wymiany zdań pt. "kto ma bardziej przerąbane" i wtedy ja kładę się do łóżka, a bujanko przejmuje tatuś. I ja naprawdę nie wiem na czym polega jego fenomen, czy to męski głos czy jakiś tajemny sposób bujania, ale Laura po góra 10-15min. usypia. H. kładzie się do łóżka, a Laura natychmiast się budzi :D :D :D Wtedy też ja ją szybko siup do cycka i tak śpimy do rana, czyli do ok. 6. Czasem do 5. Tak było przedwczoraj i wczoraj i dzisiaj. W łeb można sobie strzelić, możecie sobie wyobrazić jak w takich humorach skaczemy sobie o wszystko do gardła, no, ale miało być o Laurze, nie o nas. 

A potem budzi się taki Dziabąg z niewinną minką, patrzę i co??? I wybaczam od razu!!! Aaaaa!!!

Okey, ze spaniem nigdy nie było u nas kolorowo,  ale obecnie bijemy jakieś rekordy... Nie mam pojęcia co jest tego przyczyną. Głodna na pewno nie jest, bo przecież cyckujemy się na półśpiąco co mniej więcej 2-3godz. Idą jej co prawda zęby. Mamy dwa przebite (górna lewa dwójeczka i dolna lewa jedynka) i trzy w drodze (górna prawa dwójka, jedynka i dolna prawa jedynka). Na pewno okropnie ją swędzą dziąsła, bo atakuje wszystko co ma pod ręką - zabawki, poręcz kanapy, moją rękę, a jak już niczego innego nie znajdzie to i swoje kopytko. Innych dolegliwości nie ma, dzięki Bogu. Czasem, po dniu ze wzmożonymi atakami podaję jej nurofen i mam nadzieję, że pomoże jej w spaniu, ale niestety nic z tego nie wychodzi. Zęby wyglądają natomiast... dziwnie :) Nie mogę się przyzwyczaić do wyglądu mojego dziecka z zębami. Gdzie się podział mój szczerbaty bobas???????

























Korzystając z faktu zdobycia kilku kiełków, w tym przebitej już niemal do połowy górnej dwójeczki, zaczęłyśmy eksperymentować z BLW. Wydawało mi się, że  Laura jest na to gotowa, bo coraz chętniej zaczęła rzucać się na nasze talerze i podjadać z nich co nieco, a także bez problemu trafia do buzi. Po doszkoleniu się w internetach przygotowałam jej talerz ugotowanych warzyw. Były różyczki kalafiora, były słupki marchewki. Wszystko wystarczająco twarde by dało się złapać w rączkę i wystarczająco miękkie by po włożeniu do paszczy bez gryzienia dało się rozmielić. Wszystko było ok, wręcz przepisowo, czyli po dokładnym obejrzeniu dziwnych obiektów na talerzu wszystko wylądowało na podłodze, a to co udało mi się złapać w locie i ostatecznie wylądowało w paszczy szybko stało się przyczyną takiej akcji udławieniowej, że natychmiast odechciało mi się kombinowania z BLW i potulnie otworzyłam słoiczek. Jedziemy więc dalej z papkami. Dwa razy zrobiłam jej też zwykłą mannę na wodzie raz z kawałkiem banana, raz z truskawką. Córcia moja pluła dalej niż widziała chociaż kaszki zjada w ogóle z dużym apetytem. Jej ulubione to te z serii Zdrowy Brzuszek - z lipą i suszoną śliwką. Z żarełkiem się nie poddaję, bo naiwnie wierzę, że gdy zacznie się najadać normalniejszym żarciem, może zacznie też lepiej sypiać??? Tylko jak ominąć problem dławienia???? Macie jakieś pomysły? Dławi się każdym najmniejszym kawałkiem, nawet tym miękkim. Help!







Co jeszcze?
Uczymy się robić "bye bye", ale jeszcze średnio nam to wychodzi. Najczęściej z przypadku, co nie przeszkadza jednak tureckiej babci wydzierać się przez pół godziny do kamery na Skypie "Karyaaaa! Bye bye!!!" :)




Dużą mam już córcię. I to już nie jest taka dzidzia tylko dzieciaczek. Z jednej strony smutek, z drugiej radość :) 






27 komentarzy :

  1. U nas zawsze przed pojawieniem się zabka jest w nocy pubudka z otwartym oczami i płaczem może faktycznie u Was też zęby na wyjściu. Dlawienie się hmm..wydaje mi się że nie jest gotowa na kawalki .synek koleżanki ma 7 miesięcy i też papki bo się dlawi a lekarka kazała poczekać :)moje dziecię nie cierpi papek. Piękna Laura jest !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja chyba też m muszę poczekać.. Trudno, trzeba zrobić zapas słoików ;) a te pobudki... Ja wiem, że boli, swędzi i generalnie do dupy, ale... wykończę się nooo!

      Usuń
  2. Ale słodkie te zdjęcia z paluszkiem od nogi i buzi :) U nas juź od dawna śpimy całe noce, ale pamiętam źe nocne płacze Poli wykańczały mnie potwornie. Trzymaj się jakoś, jeszcze że dwa lata i to minie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. huehue.. toś mnie pocieszyła :P

      Usuń
  3. No ale popatrz- stopą się jakoś nie dławi :)
    A tak serio- nie pomogę- Eliza miała z tym olbrzymi problem, a Lila praktycznie żadnego...
    Eh, pobudki... I u nas to był drażliwy temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stopa jest de beściak. Wchodzi cały paluch i nic!

      Pobudki to lekki dramat. Po takiej nocy cały dzień chodzę do tyłu, a ona jest energiczna i rześka!

      Usuń
  4. Dziecko masz już duże, ale i jakie rozkoszne, zdjęcie z wcinającą stópką mnie rozczuliło do łez :)
    My stosowałyśmy BLW u starszej córci i nigdy nie przytrafiło się nam zakrztuszenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, zanim się obejrzysz Calineczka też będzie podskubywała koptyko :)

      Usuń
  5. Moglabym normalnie pod kazdym zdjeciem pisac :"jaka slodka" napisze wiec w jednym zdaniu:
    "Sliczna, slodka Laurka" :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dziękujemy, blogowa ciociu :)

      Usuń
  6. Jak ona się zmieniła od ostatniego Posta! Rzeczywiście już duża dziewczynka z niej :) a ze zdjęć wynika, że na nic zda się najlepsze jedzonko - stópki są zawsze lepsze :) trudno mi powiedzieć coś w kwestii tego krztuszenia się, każde dziecię inaczej reaguje. U nas ostatnio mieliśmy dopiero pierwsze poważne zakrztuszenia (patrz po jakim czasie!). Myślałam, że na zawał zejdę, a Jakubek, jak już wypluł kawałek jedzonka zaczął się śmiać i jakby nigdy nic jeść dalej. Little monster. A może niech początkiem będą kostki jaglane? To w sumie kaszka, tylko w gęstszej postaci i jest fajną pierwszą lekcią próbowania "stałych" pokarmów. Nie poddawaj się!

    PS Ja też myślałam, że Kuba będzie więcej spał po jedzeniu "pełnych" dań, ale dupa :p zęby? żarłok? jeden on wie. Na szczęście u nas działa wózek i w nim Jakubko po dwóch zalulaniach śpi dalej. Oby Laura już Wam odpuściła. Bo na zdjęciach jest ślicznym aniołkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stópki to prawdziwy rarytas. Wczoraj podczas jedzenia obiadku musiałam lawirować łyżką pomiędzy kopytkiem a paszczą, bo Laurencja nawet wtedy nie mogła się powstrzymać od podgryzania palucha :D

      Kurde, Jakubko jest niesamowity z tym jedzeniem i chodzeniem :) My niemal za każdym razem, gdy dajemy jej coś grubszego do buzi mamy mega akcję zakrztuszeniową. Ale masz rację, nie poddaję się. I już obczaiłam te kostki. Muszę je ugotować. Do tej pory próbowałam z manną, ale jakoś źle obliczyłam proporcje i kaszka się tak nie ścięła.

      Usuń
  7. Ona jest tak słodka, że nie mogę! Cudo :)

    Co do spania, to może podstaw łóżeczko z jednej strony? My tak mamy, że do jednej strony łóżeczko przylega do naszego, bo inaczej nie byłoby spania. Wiem, że Karolinka mi z niego nie spadnie.

    Co do jedzenia u nas jeszcze do niedawna było dławienie się, ale dlatego, że pchała całe ogromne kawałki jedzenia do buzi i nie za dobrze gryzła. Dopiero od jakiegoś miesiąca zaczęła faktycznie gryźć. A jeśli jesteście na słoiczkach to ja bym zaczęła od podawania słoiczków z kawałkami, a BLW zostawiła jak już będzie miała więcej ząbków.

    A spanie? U nas zawsze spania w nocy nie ma jak idą zęby. Od kilku dni mamy pobudkę koło 1 i wiercienie, kręcenie i łażenie przez sen po łózku przez dobre 2 godziny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałam tak mieć przysunięte łóżeczko i tak też było w naszym tureckim mieszkaniu. tutaj niestety układ sypialni na to nie pozwala :(

      Słuchaj, a to są takie słoiczki z kawałkami??? Czy te kawałki trzeba wrzucić od siebie? :)

      Usuń
    2. Aha, przy okazji podzielę się z tobą moim odkryciem,bo pamiętam, że wkurzaly cię grudki w zdrowym brzuszku lipowym :) po grudkach nie ma ani śladu gdy zalejesz kaszkę letnią wodą lub taką w temp pokojowej :)

      Usuń
    3. O dzięki za radę :)

      Są słoiczki takie od 9-10 miesiąca, które mają większe kawałki np. warzyw, ryżu, czy też makaronu.

      Usuń
  8. Łącze się z tobą w bólu-ja od 10 miesięcy nie przespalam żadnej nocki ciągiem. Ale cierpliwie czekam na ten moment, bo kiedyś chyba w końcu nadejdzie taka noc;)

    Młodziak też jadł tylko papki bardzo długo, dopiero od niedługiego czasu je słoiczki z grudkami. Próbuj dawać kawałki żeby się oswajała ale bez parcia, malymi kroczkami wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko.... jakos nie wyobrażałam sobie wcześniej, że okażę się takim mięczakiem, ale naprawdę po takiej nocy jestem do niczego :(((

      Usuń
  9. Od czego by zacząć. ..moja starsza o 3 miesiace i choć jak zauwazylas dzieci szybko się zmieniają yo w sumie niewiele je rozni :) W temacie mobilności skomentuje slowami "ciesz się z tego co jest bo dalej yo tylko gorze" Riczi wstaje i powolutku zaczyna się sama przemieszczac w pionie...musze byc o krok za nią! Poza tym to juz nie dzidzius i noe odlozysz do wozeczka bujaczka kojca czy lozeczka.Ona chce się przemieszczac i dopóki swego nie osiagnie to drze paszczajke ze do sasiedniej wsi słychać! Z jedzeniem/ksztuszeniem to taki etap i albo przeczekasz tzn ostatkiem swych matczynych sil przypilnujesz ale dasz kolejny raz cos do pogryzienia albo będziesz sie bawic w papki jeszcze dlugo tak jak ja! Panicznie się balam, bo albo się ksztusila albo plula czy wymiotowala..doszlo do tego ze blendowalam dania ze słoiczka ale w koncu sie otrzasnelam, dwa trzy razy zachoealam zimną krew, dotarlo do mnoe ze mala prowokuje wymioty i ksztuszenie się z wygody i nie odpiscilam.Po tygodniu treningu jest w stanie zjesc/zemlec wszystko :)
    Jeszcze cycujecie? Ale fajnie, my też.
    Laura słodka, przeslodka! Baba! Ha po grecku tez oznacza tata.A lahana kapustę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, no wiem wiem, że w kwestii mobilności to lepiej już na pewno nie będzie także łapię każdą chwilę ;-)
      Kurde, blendowanie słoiczków??? Nieźle! Ja zupełnie nie ogarniam ich fenomenu, bo np. taka marchew z ziemniakiem - ze słoiczka zje z apetytem, a jak ja przygotuję dokładnie to samo to pluje i się krzywi, wredota jedna :) I tak, tak, cycujemy i jak na razie na koniec się nie zanosi. Odnoszę wrażenie, że dla Laury te papki, owocki, słoiczki itp. to taka bardziej zabawa jest choć zjada je ze smakiem, ale prawdziwe jedzenie to dla niej wciąż moje mleko...

      Hehhe, no bo do greki to pewnie z tureckiego przyszło :) Lahana - kapusta, stąd moje zdjęcie profilowe ;-)

      Usuń
  10. Jejku jak Laura wydoroślała. Faktycznie to już nie tako bobas ;) Jest śliczna. U nas też był duży problem z kawałkami jedzenia. W końcu przyszedł taki dzień że przestała się dławić. Chociaż jak coś jej nie smakuje to czasem różnie bywa ;) Uwielbia owoce, jajka, parówki kaszki gorzej jest z warzywami i mięskiem :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas warzywka i miecho wchodzi nieźle, gorzej z owocami :)

      Usuń
  11. Ale ona sie zmienia! Na tym zdjeciu gdzie jest swiezo obudzona i rozczochrana, jest tak slodka, ze tylko ja zjesc! Nic dziwnego, ze matka jej wszystko wybaczy! ;)

    Co do mobilnosci, to tak jak poprzedniczki napisze Ci tylko, ze choc czasem moze martwic brak postepow, to poki co ciesz sie "spokojem". Moje Potworki w wieku 9 miesiecy juz raczkowaly i wstawaly przy meblach, a to oznaczalo lapki w psim zarciu, wywalanie z polek (tych, ktorych nie dalo sie zabezpieczyc) i poprzycinane szufladami paluszki. Ze o niezliczonych guzach i siniakach nie wspomne. ;)

    Moze nauke BLW zaczac od podawania papek z grudkami? My robilismy wlasne zupki i po prostu stopniowo coraz mniej je miksowalismy. Na poczatku tak jak u Laury, Potwory mialy meeega odruch wymiotny. Ale w koncu nauczyly sie polykac. U Bi poszlo to szybko, Niko byl bardziej uparty. Krztusil sie, dlawil, ale w koncu i on zaakceptowal, ze era papek sie skonczyla. My dawalismy dzieciakom tez do raczek chrupki, wafelki ryzowe, biszkopty, chlebek, itd. Cos, co w buzi sie rozpusci, ale nie natychmiast, wiec tez zmuszalo je do pomiazdzenia dziaslami lub polkniecia. Aha! Laura jest sloiczkowa i nie wiem jak w Polsce, ale tutaj sloiczki sa oznakowane wiekowo i dla starszych niemowlat sa takie z grudkami (u nas to sie nazywalo "stage 2" czy jakos tak). Moze zaczniecie od nich, zamiast tradycyjnego BLW? ;)

    Nie wiem co Ci poradzic na te noce. U nas zabkowanie Nika tez bylo dramatyczne, nocki zarwane, ale jak podalam mu przed snem srodek przeciwbolowy, spal jak aniolek. Jesli ten srodek nie dziala na Laure, to nie mam pojecia czy to zeby ja mecza czy cos innego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, właśnie dziewczyny wyżej podpowiedziały mi słoiczki z grudkami. Wczoraj wyposażyłyśmy się w jeden, zobaczymy co z tego wyjdzie :)

      Noce dramat... Już chciałam chwalić, bo przez dwie noce nie było pobudek, ale dzisiaj mi córcia wynagrodziła :S co prawda wybudzenia w nocy nie było, ale o 4:30 Laurencja była zwarta i gotowa do zabawy! aaaaa!

      Usuń
  12. Co do dławienia to nie mam pojęcia - ja do tej pory popadam w paranoję jak mi się młody czymś zakrztusi. A te nieprzespane noce to może przez upały ??? Hahaha, jak sobie fajnie stópkę skrobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie w paranoję nie popadam, H. bardziej panikuje. Ale oczywiście żal mi jej, bo strasznie się męczy, aż łzy jej do oczu nachodzą :(

      Usuń
  13. Zdjęcia z nóżką w buzi rozbrajające :)

    OdpowiedzUsuń