środa, 11 lutego 2015

Śpij kochanie...

Dziewczyny, jakie macie metody na usypianie niemowlaka??? 

Jeszcze w ciąży wyobrażałam sobie, że taką kilkumiesięczną Laurę będę czule bujać w ramionach, śpiewać Jej do uszka kołysanki i Mała padnie przy cycku, a potem da się elegancko odłożyć do łóżeczka. W drugiej wersji Laura miała usypiać w łóżeczku (o naiwności!), ale teraz już wiem, że naoglądałam się chyba zbyt dużo filmów familijnych i kolorowych magazynów dla mam... Jeszcze żeby było śmiesznie, przyznam się tutaj, że Laura miała przesypiać całe noce w swoim łóżeczku, a na hasło spania w naszym łóżku uśmiechałam się do rozmówcy z politowaniem... 

Nom, to powiedzmy, że życie mocno zweryfikowało moje wyobrażenia. Ale po kolei. 


Od samego początku starałam się wprowadzić jakieś rytuały związane z usypianiem. Oczywiście o rytuałach można było zacząć mówić  dopiero od kiedy Laura skończyła 2 i pół miesiąca i przestała wyć jak potępieniec w kąpieli, bo wcześniej to całe dnie z Nią były ostrą jazdą bez trzymanki. Potem dało się Ją jakoś przetrzymać bez spania, zabawić przed kąpielą, potem kąpiel, cycek i spanko.

Ten rytuał utrzymujemy do dziś. Co jakiś czas zmienia się natomiast metoda usypiania.



Najlepiej szło nam na początku :D Kilkudniowa Laura spała non-stop i było Jej zupełnie bez różnicy gdzie, u kogo, w jakiej pozycji i otoczeniu. Można było Ją całować, przenosić, poprawiać, oglądać przy Niej normalnie telewizję, rozmawiać głośnym głosem, ba, nawet gilgotać Ją po stópkach, potrząsać rączki, a i tak się nie wybudziła. Jak żałuję, że w całej tej pogoni za bilirubiną nie zdążyliśmy się tym czasem porządnie nacieszyć!



Potem zaczęły się kolki i tym samym nadszedł istny armagedon. Nie działało nic - ani rączki, ani cycek, ani głaskanie. No, jeszcze najskuteczniejsze było noszenie, ale z naszego Orzeszka zaczął się już wtedy robić mały klopsik i coraz trudniej było nam wytrzymać taki maraton z obciążeniem. Gdy nasze plecy zostały już kompletnie zmasakrowane, zaczęliśmy się rozglądać za innymi metodami. No i jedna wydawała się oczywista. Bujanie na nogach. H. od razu ją zaproponował, bo to w Turcji tak popularna metoda usypiania, że można by nazwać ją bez zastanowienia narodową :-] Na czym polega? Ano, wyciąga się nogi przed siebie, kładzie poduchę, na to dzieciaczka i jazda prawo-lewo. 

H. w zaprzęgu

Będąc jeszcze w ciąży zarzekałam się, że nie będziemy w ten sposób bujać Małej. Widziałam wielokrotnie jak to Turcy robią i nigdy mi się nie podobało, że dzieciom główka lata w jedną i drugą stronę, poza tym Turcy oglądają w tym czasie najczęściej telewizję, czyli nie ma mowy o jakimś wyciszeniu czy dobrej atmosferze. Słyszałam nawet, że niektórzy nie chcac wylaczyc światła, zakrywają dziecku twarz jakąś szmatą. No dramat. 

Ale gdy Laura męczona kolkami wyła w niebogłosy i naprawdę nic na Nią nie działało, a gdy tylko kładłam Ją sobie na rękach, wiecie, tak jak nosi się niemowlaczki, ta od razu dostawała spazmów, przyznam, że byłam gotowa spróbować wszystkiego. Tak więc, gdy H. zaproponował bujanko na nogach przystałam bez większego zastanowienia. No i bardzo dobrze, bo to wtedy uratowało nam życie. Laura zaczęła zasypiać w ten sposób. Kładziemy Ją dodatkowo na rozwiązanym rożku, bo dzięki niemu łatwo Ją potem przenieść do łóżeczka (w założeniu, hue hue) sposobem na bociana ;-)



Tak też usypiamy Ją do dziś. Oczywiście nie walimy dzieckiem w prawo i w lewo, tylko delikatnie Ją bujamy. Światło zgaszone, buzia odkryta, telewizor włączony, ale mocno wyciszony. Najczęściej Laura sama się wycisza, znajduje sobie jakiś punkt, w który zaczyna się wpatrywać i po chwili takiej hipnozy zasypia. Czasem trzeba Jej jednak przytrzymać rączki, bo ma problem z uspokojeniem się. Gdy było ciężko, dodawaliśmy jeszcze do tego white noise i Laura dość szybko odlatywała w objęcia Morfeusza. Metoda spodobała mi się jeszcze z jednego powodu - mama ma gimnastykę, a co!



Jest tylko jedno ale.

Laura w ciągu dnia nie pozwala się odnieść do łóżeczka. Budzi się po kilkunastu minutach. Wiem, że powinniśmy mimo to odkładać Ją za każdym razem, bo zalegając na naszych nogach niczego się nie nauczy. Ale bujanie Jej jest dość sporym wysiłkiem (umówmy się - takim małym Orzeszkiem to Ona już nie jest), więc po takiej sesyjce ledwo czujemy kończyny. Wolimy więc by wyspała się już na naszych nogach i potem obudziła się w lepszym humorze. Poza tym, gdyby zaczęła się wiercić, można Ją jeszcze szybko "dobujać". W łóżeczku rzecz jasna takiej możliwości już nie ma. Czasem też wykorzystuję samolubnie (w myśl zasady "tonący brzytwy się chwyta) ten moment na załatwienie paru "dorosłych" spraw, jak na przykład zapłacenie rachunków, wykonanie tłumaczenia... ;-) No i tym sposobem strzelamy sobie w kolano.


Próbowaliśmy też usypiania w wózku. U nas w mieszkaniu nie mamy co prawda takiej możliwości ze względu na małą powierzchnię (wózek i tak stacjonuje cały czas w bagażniku samochodu - nie miałabym siły dźwigać go na drugie piętro...), ale będąc w grudniu u dziadków spróbowaliśmy i tą metodę. Niestety doooopa. Co prawda usypia w nim dość chętnie. Ale trzeba wozić, inaczej efekt jest taki sam jak po odłożeniu do łóżeczka :-] Maniaczka ruchu nam się trafiła.


Kilka dni temu zawzięłam się jednak i o tej pory niemal zawsze odkładam Ją do łóżeczka. I tak śpi - raz 10 minut, potem 15... Potem robimy przerwę około godzinki i znowu rundka z bujankiem. Trochę nam się rozpieprza plan dnia, ale coś za coś. Boję się, że za chwilę H. pójdzie do pracy, a ja zostanę udupiona z Laurą do tego stopnia, że zupełnie nic nie będę mogła w domu zrobić. No, chyba że włączę Jej bajeczkę ;-)



Choć być może nasz problem rozwiąże sama... Laura. Otóż od kilku dni bojkotuje nasze wieczorne bujanko. W ciągu dnia elegancko zasypia i po kilku bujnięciach zaczyna mrużyć oczy. A wieczorem, gdy chcemy już odłożyć Ją na nocne spanko, gdy tylko poczuje ruch prawo-lewo dostaje dzikich spazmów. Usypianie trwa często z dwie godziny, nogi nam odpadają, gardło sobie zdzieramy (szumy i kołysanki w użyciu), a głowa pęka od Jej wrzasku. Trzeba Ją niestety porządnie bujnąć by się przestała chociaż prężyć. Wtedy odnajduje sobie punkt, w który się wpatruje i po chwili zasypia.


Dziewczyny, jak usypiacie swoje dzieci? Kiedy zaczęły one usypiać bez większego wysiłku z Waszej strony, tj. bujania, kołysania, itp.? Bo ja za chwilę naprawdę nie dam rady leżeć ponad godzinę pod takim klopsem i to w dodatku po bujaniu. 


35 komentarzy :

  1. U nas bardzo sprawdził się sposób owijania Lulci w becik czy w pieluszkę, ale generalnie chodziło o to by była jak w brzuchu ciasno owinięta z małą ilością miejsca. Tak samo ją przynosili w szpitalu owiniętą po kąpieli. A u koleżanki sprawdza się muzyka puszczona a jest nią szum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas owijanie nie cieszyło się popularnością Choć byłoby dla nas wygodnym rozwiązaniem na latające rączki :) do dziś bujajac Laurę na nogach musimy jej przez jakiś czas przytrzymywac rączki, dopiero wtedy się uspokaja, no i szum to było nasze wybawienie - Laura często natychmiast na niego reagowała zamykając paszczencje. Dopiero teraz powoli przestaje na niego reagować.

      Usuń
  2. Przez pierwsze 2 miesiące Mała zasypiała bujana na rękach, kiedy skończyła 2 miesiące zaczęliśmy przyzwyczajać ją do łóżeczka, pierwsze wieczorne usypianie trwało 2 godz. Polegało na wyciąganiu księżniczki kiedy bardzo płakała, uspokajaniu i odkładaniu. Potem z każdym dniem było coraz lepiej. Teraz ma 3 miesiące i 1 tydzień i ładnie sama zasypia po odłożeniu do łóżeczka :) Wytrwałości życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje!!! Dokonaliscie z pewnością rzecz wielką! My pomału zbieramy się do rozpoczęcia tej edukacji, ale wciąż boje się, że Laura jest za mała, że będzie potem miała traumę lozexzkowa... Ale pewnie po prostu szukam wymówki, bo słuchanie jej placzu nie jest łatwe dla miekkiego serca matki :) a w ciągu dnia też w ten sposób usypiacie córkę?

      Usuń
  3. Nasza Gabi obecnie ma 8 miesięcy a z tym usypianiem różnie to bywa. Raczej nie ma mowy o tym żeby zasnęła sama w łóżeczku. Czasem zasypia bez problemu w naszym łóżku kiedy położę się koło niej, a czasem (niestety częściej) muszę ją bujać na rękach....nie ma wtedy mowy o bujaniu na siedząco, obowiązkowo musimy chodzić po całym mieszkaniu. Czasem egzamin u nas zdaje Tula, Gabi włożona do niej wtula się w mamę i za chwilę śpi. U nas ten plus że odłożona zazwyczaj śpi dalej, tyle że jej drzemka trwa max 40 minut.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A udaje Wam się wyciągnąć Ją z Tuli tak by się nie wybudzila? Nasza to taka księżniczka na ziarnku grochu, że wyczuje dosłownie wszystko i od razu oczy jak 5zl...

      Usuń
    2. No niestety na ogół się wybudza ale przytulam ją kilka minut i śpi dalej i wtedy mogą ją spokojnie odłożyć do łóżeczka. Czasem nawet odkładam ją od razu, układa się wygodnie i śpi tak że nie jest tak źle. Naszą zmorą jest to że Gabi jest wrażliwa na wszelkie "hałasy" tzn. każdy szmer jest ją w stanie obudzić i trzeba cały rytuał usypiania powtarzać na nowo.

      Usuń
  4. Jak mój syn był mały też nic nie działało w końcu mój mąż wymyślił że zrobi bujak z łóżeczka.W suficie umieścił hak,do tego cztery linki przywiązane do rogów łóżeczka połączone obracającym się karabinkiem zapiętym do spania przy suficie.Tym sposobem można było łóżeczkiem delikatnie bujać i dziecko spało.Tylko znajomi pękali ze śmiechu że łóżeczko z dzieckiem uwiązane pod sufitem,ale co się nie robi dla spokoju w nocy.miki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) gratuluje męża-wynalazcy :) zupełnie Was rozumiem, bo gdyby Laura nie spała w nocy gotowa byłabym spróbować naprawde wszystko :)

      Usuń
  5. A może spróbujcie w Tuli, u nas się świetnie sprawdza. Na początku też było ciężko, do 6 miesiąca Natalka zasypiała w wózku, ale od kiedy zaczęła się podnosić wózek poszedł w odstawkę i spróbowałam w Tuli i teraz już nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. Zasypia w niej od razu, nie ważne czy w dzień czy w nocy, a na rękach nie ma mowy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że znaleźliście rozwiązanie. Ciebie tez zapytam - córcia nie budzi się podczas wyciągania z Tuli?

      Usuń
    2. Czasem trochę marudzi przy odkładaniu, ale się nie wybudza. Na początku jak zasypiała przy piersi też była taka "nieodkładalna", więc może to
      z czasem mija.

      Usuń
  6. A jak spi to taki anioleczek. :)

    Za wiele nie pomoge, bo moje dzieciaki ogolnie slabe byly do spania. Z Nikiem zadzialal, jak juz pisalam, bujak. Ale tez tylko tak do 7 miesiaca. Potem zaczal probowac w nim siadac i trzeba bylo zrezygnowac z tego cudownego sprzetu. :)

    Wieczorem moje dzieci zawsze usypialy przy cycku. Kiedy byly zupelnie malenkie karmilam ich w rozku, a potem chociaz NA rozku, zeby jak najmniej odczuwaly zmiane polozenia. ;) Kiedy podrosly jakos po cycku same dawaly sie odlozyc, czasem cos mruknely, nawet otworzyly oczy na moment. Czasami wlaczaly syrene i wtedy trzeba bylo ich ponosic (koniecznie pionowo) az zasnely mocniej. :) A Bi to w ogole dala popalic, bo do 11 miesiecy budzila sie kilkakrotnie w nocy, tak dlugo wyla az wzielo sie ja na rece, ale wtedy nie bylo mowy o odlozeniu. Pol nocy spalismy na zmiane z M. w fotelu, a Mala Dama na nas. :/
    W dzien to byla troche wyzsza szkola jazdy. Bi buntowala sie strasznie. Trzeba bylo ja polozyc przyciskajac mocno do siebie, lulac i nosic, nosic, nosic... A ona wyla jak potepieniec, potem stopniowo ciszej, ciszej, az zasnela. Nieraz jeszcze przez sen kilkakrotnie zaszlochala... :) Nosilo sie ja tak bite pol godziny, plecy i rece omdlewaly, a ona sobie spala potem 20-30 min. :/ Niko juz byl lepszy. Trzeba bylo go nosic pionowo i tez troche mu schodzilo nim zasnal, ale przynajmniej wziety na rece o okreslonej porze (to juz bylo kiedy plan dnia sie nieco unormowal), od razu kladl ci glowe na ramie gotowy do spanka. Nie bylo tego swidrujacego uszy wrzasku. Nie mowiac juz o tym, ze jak zasnal to spal godzinke - poltorej... A jak mial gorszy dzien, to bujak zalatwial sprawe...

    Rozpisalam sie, a tak naprawde w sumie nic nie pomoglam... Ogolnie na kazde dziecko trzeba znalezc sposob. U jednych jest to bujanie, u innych okap albo nawet... odkurzacz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja tu widzę ewidentne podobieństwo do Bi... Kurde kiedy to minie.. Oprócz tematu spania mamy już tylko cud miod i orzeszki... Najbardziej martwi mnie to, że ja już przestaję wyrabiać fizycznie i bujanie jest dla mnie coraz większym wyzwaniem.

      Usuń
  7. Wiem jedno, jeśli przyzwyczaisz dziecko do bujania, to już przepadłaś, nie będzie chciało usnąć inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam Was za to bujanie na kolanach! ;) Moja bratowa, nauczyla tak swoja corke - efekt jest taki, ze Zuzka ma teraz prawie 2 lata i inaczej nie zasnie... Aktualnie z mala zostaje moja mama i probuje ja tego oduczyc i powiem Ci, ze nawet sie jej to udaje :)

    Kasiu, wyslalam Ci @ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie Twoja mama ma sposoby? :) chętnie się podszkole :)

      Usuń
  9. Eh, to ja chyba nie pomogę, okazuje się, że miałam cuuuuudne dziecko- jeszcze jako trochę ponad roczniak usypiała z cycem w papie (że się tak brzydko wyrażę :)) i tyle. Miała taki etap, około 4miesiąca, że sama pierś nie wystarczała, ale wtedy- odkładałam Ją do łóżeczka, i Marcin przejmował wartę- głaskał Ją po główce i po 5-15minutach spała. Elizę też głaskaliśmy w łóżeczku, ale Ona jako niemowlę nie miała żadnych problemów ze spaniem.
    Współczuję!
    Ps. Ona jest taka słodka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, doceń corcie, bo nie jesteś świadoma jakie skarby masz. ;) u nas usypianie przy cycku udawało się tylko przez pierwszy miesiąc, potem było już tylko gorzej :)

      Usuń
  10. Ooo naiwności:) Nasza Laura na noc zasypia sama. W dzień tylko przy piersi i ma takie dwie drzemki po 15-20 minut. Na spacerze wózek i śpi. Kurcze nie pomogę bo my inaczej niż pierś nie umiemy uspac. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) żadna zabawa nie wymaga od rodziców takiej kreatywności jak sztuka usypiania :)

      Usuń
  11. Na wstępie muszę napisać, iż pierwsze zdjęcie jest przeurocze!!

    Co do spania to niestety nic mądrego nie podpowiem. Stefano czasami zasypiał przy butli. Najczęsciej jednak ramieniu gdy trzymaliśmy do odbicia - miał niewielki refluks i ulewał. Po odłożeniu spał dalej. Pierwsze miesiące życia w wózku, taki tu zwyczaj - poza tym był tak maluśki. że gubił się z łóżeczku. W wózku usypiał, ale jedynie na dworzu.
    Później nadszedł etap łóżeczkowy - syn wkładany do łóżeczka dostawał małpiego rozumu. Skakał jak oszalały, nie było mowy by sam w nim usnął. Zasypia więc u nas w łóżku. Kiedyś wtulał nam się w klatkę piersiową i wsłuchując się w piosenki z tableta zasypiał. Obecnie zasypia z nami u boku gapiąc się w TV - bajki. Najlepiej jak jest taka, którą lubi, ale tez nie za bardzo. Masakra. Ja cały czas sobie zadaję pyatnie na jakich bateriach on jedzie - wstaje średnio pomiędzy 8:30 a 9:30, w dzień oka nie zmruży i kładziemy go na siłę ok. 22, ale i tak czasami zanim zaśnie mija nawet godzina czy półtrorej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, chyba duracelle używa :D

      Usuń
  12. No to rzeczywiście jest problem... U nas Jakubek usypiał przy takim bujaniu na początku i też zawsze coś go wybudzało przy odkładaniu. Tylko u nas na szczęście wózek klapł i teraz usypiamy się właśnie tak. Też czasem okropnie spazmuje, tak, że czasem myślę, że nie chce mu się spać, a tu kilka bujań dalej nie ma dziecka. W dzień jednak drzemie po pół godziny, najwyżej dwie i do tego chyba musimy się już przyzwyczaić :) jest w końcu coraz starszy. No i od kilku dni, kiedy uśnie w wózku, to go przekładamy do łóżeczka. Kilka razy nawet usnął w nim sam, ale przy ostrym bujaniu na boki :D pozwala na to łóżeczko turystyczne, które ma kółka. Wygląda to tak, jak Wasze usypianie, więc może? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też często dajemy się nabrać na to, że nie chce się jej spać, a po dwóch bujnieciach Laura nagle zamilka i okazuje się, że zasnęła :) wiesz co, podsunęłas mi pewien pomysł! Plozy w łóżeczku turystycznym! Będąc w Polsce moj tata, który składał łóżeczko nawet ich nie instalowal,a może takie bujanko w łóżeczku by zadzialalo! Niedlugo bedziemy chyba mieli okazję spróbować (szczególy wkrótce;)) więc zdam relację :)

      Usuń
  13. Kasiaaaaa... to samo przeżywałam.
    Kalina była nuczona lulania. Bez lulania nie było spania. Pamiętam kilka takich nocy pod rząd, że Hristo już dawno spał, rano miał iść do pracy. Ja całą noc, cały czas, caaaaaaaaaaalutki lulałam ją w bujaku. Ale nie było mowy o tym żeby przestać choćbny na jedną minutę. Ja przestawałam a ona w ryk.
    No i wprowadziłam metodę znaną wszem i wobec, tej brytyjskiej szeptuni dzieci, Tracy Hogg.
    Kupiłam książkę jeszcze jak byłam w ciąży. Ona na ten temat bardzo się fajnei wypowiadała i u nas ta metoda się sprawdziła. Z bólem serca, rzecz jasna, bo początki były straszne.
    Zrobiłam dokładnie tak, jak było wksiążce. Mężowi kazałam zatkac uszy :D
    Jako ze Kalina w ogóle nie spała w łóżeczku, cel był taki, zeby ją definitywnie tego nauczyć. Wieczorem wykąpana, gotowa do spania czekałam na sygnały. bawiłyśmy się, a jak się pojawiły 3 ziewnięcia, to gasiłam światło, przytulałam ją, mówiłam że pora już spać, że ją kocham, kładłam do łózeczka i wychodziłam. Kalina w ryk jeszcze w tej samej sekundzie. Poszłam sobie prasować do drugiego pokoju. Po 7 minutach płaczu przyszłam, wzięłam na ręce, nie mówiłam już ani jednego słowa, ucałowałam. jak się uspokoila polozylam do łózeczka. Płakała, wrocilam za 8 minut, Zrobilam to samo. Póznije znow i znow. W końcu po 1,5 godziny usnęła i -uwaga - spala całą noc!!! Jakie to było szczęście. Z czasem nauczyłam ją spać przy muzyce i teraz wystarczy ze ona uslyszy tylko "Larghetto" Mozarta i juz pokazuje na łózeczko. W ogole ją nie usypiam. Puszczam muzykę i wchodze, ona zasypia sama :D Usypianie Kaliny stalo się moim matczynym sukcesem i rekompensuję sobie nim to, że nocnika jej nie moge nauczyc ani nie udaje nam się rozstać ze smoczkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malwinko, masz na myśli tą książkę Tracy Hoggs "zaklinaczka" czy "język niemowląt"? Zaraz ją sobie zamówię... A ile Kalinka miała miesięcy gdy zaczelyscie stosować tą metodę?

      Usuń
    2. Tak, chodzi o "Język niemowląt". Opinie o książce są różne, ale dla nie była zbawienie, choć z bólem serca zastosowałam się do tej metody. Bo Kalina strasnzie płakala. Ale ja musialam coś zrobić z jej spaniem. Leczyłam się wtedy, mążd musiał chodzic do pracy a ja musialam byc wyspana zeby miec jakąkolwiem siłę zajmować się dzieckiem.
      Kalina zrobiła tak, jak w książce było napisane, najpierw 1,5 godziny trwalo zasypianie, pozniej godzine, poznije coraz krocej, az stalo się jasne, ze łózeczko jest od spania, ze noc jest spędzona w łózeczku.
      Paiętam dobrze ile miala wtedy, bo to było jak się przenieśliśmy na swoje. Miała wtedy 6 miesięcy. Nie ma tu granicy wiekowej, im wcześniej, tym lepiej. Dziecko musi wiedziec od początku, że noc jest od spania w łózeczku.

      Ale to trudne, mówie Ci. Przy dziecku trzeba być oazą spokoju, głaskać, przytulić, ucałować z czułością a jak już wychodzisz to serce w gardle bo dziecko placze.

      Tylko to jest przejsciowe, dzieci można tego nayczyc. Jest jeszcze jedna książka, ale jej nie posiadam i nie wiem, czy piszą coś mądrego. "Każde dziecko może nauczyć się spać". - nie wiem jakie ma treści, ale pamiętam jeszcze o tej pozycji, gdy sama szukałam ratunku.

      Usuń
    3. Zaraz sobie zamówię tą książkę i w Polsce zaczynamy edukację. Malwinko, a co z drzemkami w ciągu dnia? Też stosowałaś tą metodę? Chodzi mi o czas, gdy rozpoczęłyście już naukę zasypiania, ale Kalinka jeszcze nie miała jej opanowanej.

      Usuń
  14. Daśka bujaliśmy w wózku przez teściową, że go nauczyła, zaś dwaj pozostali spali sami w łóżeczku. Niuniek na brzuszku się kładł i klepało się go chwile po tyłku i padał, a Niko wystarczyło głaskać za uszkkem i już oczy mu się zamykały...trzeba znaleźć samemu sposób na własne dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzeba, trzeba, ale nie wiem już czy trafiło nam się skomplikowane dziecko czy też jesteśmy wyjątkowo tępi by nie znalezc u Laury magicznego guziczka stand-by...

      Usuń
  15. Hej, dawno się nie odzywałam, ale że akurat mam minutę to napiszę;)
    Hania zaczęła zasypiać sama w łóżeczku jak miała jakieś 2 miesiące- wcześniej usypiała w bujaku i potem ją przenosiliśmy- nie budziła się. Z czasem jak tylko widziałam, że bujaku zaczynają jej się zamykać oczka, to szybko ją hyc! do łóżeczka i po kilku minutach już spała.
    I tak w sumie zostało do dziś, no wiadomo, z małymi zmianami. Kładę ją do łóżeczka, powierci się, poprzewraca z brzucha na plecy i odwrotnie i zasypia. U Was niestety jest inaczej, bo Laura nauczyła się zasypiać przy bujaniu i nie zna innej metody- wina kolek;//
    Może poczytaj Tracy Hogg? Nie wszystkie jej metody mi się podobają, ale w usypianiu Małej bardzo dużo nam pomogła;)
    Ewelina Malina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Ewelinka! Zamierzam zaprzyjaźnić się z Tracy w Polsce. Oby i nam pomogła :)

      Usuń
  16. Nasz Karolcia zaczęła zasypiać "normalnie" bez bujania i kołysania dopiero po 6 miesiącu. Zasypia teraz albo koło mnie na łóżku, a jak jest strasznie zmęczona to u siebie w łóżeczku. Cierpliwości, może u Was też to w końcu nastąpi. A na leżąco przy piersi na łóżku obok Ciebie próbowałaś?

    OdpowiedzUsuń