niedziela, 8 lutego 2015

Bozüyük, czyli zwiedzamy Turcję

Nazbierało mi się ostatnio postów do opublikowania... Mam już nawet kilka gotowych, ale muszę je trochę dawkować ;-) W planach jest post o spaniu, o mnie po porodzie, zostałam też zaproszona przez Malwinę do wyjawienia Wam kilku sekretów o sobie, ba, mam nawet zaległy Liebster z grudnia! Ale spokojnie, wszystko po kolei. Nie chcę wprowadzać wielkiego bałaganu, więc dzisiaj nadrabiam zaległości jeszcze sprzed wyjazdu H. do Stambułu.

Zaliczyliśmy krótką wycieczkę, która okazała się super pomysłem. Wszystko wyszło oczywiście spontanicznie, gdy rano dostałam smsa od siostry H. (tak, tej młodej cioci ;)) z propozycją czy nie mielibyśmy ochoty na śniadanie w Bozüyük. W przeciwieństwie do nazwy miejscowości hasło "śniadanie" natychmiast podziałało na moją wyobraźnię. W skórcie - tureckie śniadania są super! To, o czym myślę, że możemy Turkom pozazdrościć, to z pewnością kultura celebrowania posiłków. Z pewnością jest to pewna cecha wspólna wszystkich narodów Morza Śródziemnego, że podczas posiłku jest maniana i nikt nie patrzy na zegarek :-) Turcy nie są w tym temacie wyjątkiem.

Klasyka tureckiego śniadanka to warzywka, sery, oliwki, miód, dżemy i jajka. Można by pomyśleć, że jak w Polsce. A jednak niezupełnie! Przede wszystkim tutaj nikt nie robi kanapek. Chlebek się urywa i przekąsza pomiędzy kawałkiem ogórka a kostką serka. Śniadanie zaczyna się od bakalii - migdałów, orzechów włoskich maczanych w miodku, daktyli i suchych fig. Jajka najczęściej występują w odsłonie smażonej, często z domowej roboty pikantną kiełbachą wołową. Zawsze jest kilka rodzajów białego sera, od tłustych po chude i w różnej postaci - w kostce, plasterkach, pokruszone, posypane przyprawami i zalane oliwą. Często można też spotkać pastę z pomidorów i czerwonej papryki lub słodką miazgę z orzechów laskowych. Oliwki do wyboru - zielone i czarne w różnych wersjach, zawsze pływające w oliwie, w której można sobie umoczyć chlebek. A chlebek... musi koniecznie być świeży, najlepiej jeszcze ciepły. I pomyśleć, że w Polsce u moich rodziców, którzy mieszkają w niewielkim miasteczku, nie do dostania jest świeży chleb w niedzielę rano! W tureckich restauracjach często podawany jest wiejski chlebek zwany bazlama, który wygląda jak płaski placek i wypiekany jest na metalowych płytach na ogniu. Do tego tradycyjnie dzbanek gorącej tureckiej herbatki. Voila! Cieknie Wam już ślinka? Powinna! :-) 

Turcy potrafią kończyć śniadanie w porze obiadu i nikogo to tutaj nie dziwi. Uwielbiam to choć czasem aż tyłek boli od długiego siedzenia przy stole. Na tureckie śniadanko nikt nie musi mnie namawiać - zawsze jestem chętna! Tak też było i tym razem, więc po krótkiej organizacji byliśmy już w drodze do Bozüyük. Nazwa miejscowości zupełnie nic mi nie mówiła, a wydawało mi się, że znam już wszystkie atrakcje turystyczne wokół komina. Z racji jednak, że do miejscowości tej mieliśmy do pokonania jakieś 50km jasnym było, że coś tam musi być, że jedziemy taki kawał drogi na śniadanie. 

Siostra H. niewiele więcej potrafiła nam powiedzieć niż to, że wieś ta zasłynęła w ostatnim czasie z racji na... krajowy serial "Güzel köylü" (tr. "Piękna wieśniaczka"), którego akcja właśnie tam się dzieje :-) Heheh, jakie to tureckie :-) Muszę tu też kiedyś popełnić post o tureckich serialach, bo jest to niesamowicie ciekawy temat :-D 

Ale do brzegu. Wjeżdżając do wsi nic specjalnego nie zauważyliśmy. Wręcz przeciwnie - powitały nas kosmiczne dziury w drodze. Ale gdy tylko wjechaliśmy do centrum, zrozumieliśmy na czym polega ewenement tego miejsca. W skrócie - Bozüyük jest piękne! W całym centrum wsi zachowała się stara zabudowa z czasów, w których mieszkali tu jeszcze Grecy (do początku XXw). Dookoła pełno jest wąskich uliczek wyłożonych "kocimi łbami" i pnących się gdzieś ostro w górę. Wszędzie pełno zabytkowych domów z kamienia i drewna. Niestety większość jest zaniedbana i opuszczona, ale zdarzają się i takie z donicami pełnymi kwiatów w oknach. Faktycznie jest to idealne miejsce do kręcenia filmu.

Restauracja, w której jedliśmy śniadanko (Pınarbaşı Restaurant - zapisuję by pamiętać na przyszłość) położona była niezwykle malowniczo nad rzeką. Wystrój był oczywiście bardzo wiejski :-) W środku niezwykle przytulnie, ludzi niewiele, cicho, spokojnie, słychać było trzask dochodzący z rozpalonego kominka. Super!

Laurze też musiało się spodobać, bo w ogóle nie marudziła. Mogłam ze spokojem zjeść śniadanie, a Ona rozglądała się dookoła. Mieliśmy jeszcze ochotę na spacer, ale akurat zaczął padać deszcz. Laura zresztą zaraz po odpaleniu silnika w samochodzie elegancko zasnęła - normalnie anioł, nie dziecko   :-)

Prawda, że dobrze wygląda? :-)



Przedstawiam Wam moją teściową :-)))


Drewniany sufit typowy dla naszego regionu Muğli



Przed restauracją
Żałuję, że nie porobiłam więcej zdjęć, żeby Wam tutaj pokazać, ale jestem pewna, że zdjęcia zrobione w taką deszczową pogodę nie oddałyby piękna tego miejsca. Zamierzamy zresztą i tak wrócić tam jeszcze nie raz, więc pewnie będzie ku temu okazja! Tymczasem, wszystkich, którzy planują wakacje w Bodrum lub Marmaris gorąco polecam wypad do Bozüyük - można zobaczyć kawałek Turcji "od kuchni" :-)

Tutaj troszkę zdjęć znalezionych w internecie:








25 komentarzy :

  1. Lubię takie miejsca :) We Włoszech również celebruje się posiłki, ale nie śniadania. Większość ludzi śniadań praktycznie nie jada - croissant z cappuccino (lub espresso) to typowe barowe śniadanie. Dzieci w domu jedzą maczane w mleku ciastka, ewentualnie płatki. Takie to mało polskie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie śniadania na słodko :)

      Usuń
  2. Bardzo fajny wypad, przytulnosc tego miejsca urzeka.
    Chcialabym napisac, ze urzeka i Tesciowa, chociaz to temat rzeka, wiec wymownie zamilkne ;-)
    Chociaz musze przyznac, ze wyobrazalam Ja sobie jako kobiete w dlugiej, luznej sukni i nieodkrytej glowie i to sie nazywa myslenie stereotypowe! :-)
    Sniadanko rzeczywiscie rewelacja, powiedz tylko, jak przy tych wszystkich smakolykach udaje Ci sie zachowac taka swietna figure?
    Pozdrawiam!
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie wiem czym mnie bardziej rozbawilas - tekstem o teściowej czy o mojej sylwetce :D umówmy się, że co do tej pierwszej też wymownie zamilkne :)) świetna sylwetka?! Nikt tak nigdy o mnie nie powiedzial :) a teraz po porodzie to jest mi do niej tak daleko jak stąd na Plutona :D

      Usuń
  3. Nie dziwię Ci się, że nie omówiłaś takiego śniadania, zjadłabym wszystko ze stołu bez wyjątku. Widać Turcy przywiązują dużą wagę do śniadania, a w końcu śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu całego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :) po takim śniadaniu długo nie jestem głodna. Zresztą tutaj często jada się tylko śniadanie i obiadokolacje okolo 18.

      Usuń

  4. Po przeczytaniu normalnie zgłodniałam...Biegnę do lodówki : )

    OdpowiedzUsuń
  5. :) oj ale pysznosci pokazujesz :) bardzo mi tureckie jedzenie podchodzi, a co do celebracji posilkow jestem ZA!! Sery, chlebek, zupy a nawet zwykle owoce dojrzewajace w tym klimacie to poezja dla podniebienia. W tym roku niestety nie zawitamy w Turcji... wybralismy Niemcowo i gory- jak ja wytrzymam?? sama nie wiem... ale Mloda leci juz pod koniec kwietnia do Turcji- i ma cieszyc sie wszystkim rowniez za mnie :)
    Siostra i H. podobni do siebie :)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ale przecież Wy macie w Niemcowie mnóstwo tureckich sklepów! Dla Ciebie przygotowanie takiego sniadanka to wyjście do pierwszego spożywczaka :) a córcia na pewno przywiezie Ci trochę naszych smakołyków. Nigdy nie pytałam - wciąż jest szansa na tureckiego zięcia? ;)

      Usuń
    2. Oczywiscie, ze juz za rogiem jest Turek ;) ale to nie to samo... TAM smakuje lepiej :) Z Turcji oczywiscie dostane tradycyjnie slodycze, mydelka oliwkowe, oliwe z oliwek- wspanialych ichnich serow nie wolno wwozic do Niemcowa.
      Turecki ziec to juz przeszlosc.. ale wspomnienia i sentyment zostaja ;)

      Usuń
    3. Serów nie można wwozic??? Yyyy... Ja to robiłam przez całe lata zanim się przeprowadzilismy do Turcji. Podobnie jak pasty pomidorowe, oliwa w butelkach po coca coli, herbaty, kiełbaski i inne smakołyki sery podrozowaly ze mną w bagażu rejestrowanym i nikt mi nigdy do niego nie zaglądal. A, przepraszam, raz się zdarzyło, ale niemieckiego strażnika interesowało tylko ile litrów raki wioze :) widziałam natomiast, że dość często każą otwierać po przylocie do Niemiec walizki Turkom, a jakie oni cuda tam woza! Sery to pikuś, widziałam nawet pomidory i kurczaki (zwłoki rzecz jasna;)). Także powiedz córce by Ci przywiozła. W najgorszym wypadku zostawi na lotnisku, żal pozostanie, ale majątku to nie kosztuje więc myślę, że warto spróbować :)

      Usuń
    4. :) to fakt, warto sprobowac cos przemycic ;)

      Usuń
  6. Ale się rozmarzyłam oglądając te zdjęcia:) aż chciałoby się oderwać i być tam już dziś. No ok. Jutro z rana :p i Laura jaka grzeczna! To ten wiek fajny co? Ja nie mogę poznać Kuby od jakiegoś czasu. Wydaje się taki... dojrzały :) pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No różnica jest znaczna, chociaż nasza córcia swoją czarną twarz pokazuje zazwyczaj tylko nam w zaciszu domowym, a na wyjscisch i wśród ludzi to prawdziwy aniołek :)

      Usuń
  7. Kasiu, swietnie wygladasz! :) a Laura jest cudna :)

    Turcja... Moje najwieksze marzenie! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, aż się czerwienie :) dziękujemy ślicznie z Laurą :)) a Turcja jest z Polski na wyciągnięcie ręki!

      Usuń
  8. Rzeczywiscie sliczne miasteczko!
    Kurcze, na takie sniadanko i mnie nie trzeba by bylo dlugo namawiac! Chyba, ze musialabym je sama przygotowac, wtedy pewnie zgrzytalabym zebami... ;)
    Twoja tesciowa wyobrazalam sobie zupelnie inaczej! Czy ona jest rodowita turczynka? Bo na zdjeciu ma zupelnie nie-turecka urode. :)
    Z Laury robi sie wymarzona towarzyszka dla rodzicielskich wypraw! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a jak sobie wyobrazalas? :D tak, jest powiedzialabym 200%owa Turczynka i rysy ma dość tureckie. No, włos tylko farbniety, bo w naturze ciemnobrązowe, niemal czarne takie jak ma H.

      A Laura musi się dopasować, bo mamy w planach jeszcze dużo wyjazdów :)

      Usuń
  9. Tureckie śniadanko sama bym zjadła :D
    Piękne zdjęcia... słoneczko! A u nas śnieg, chlapa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlapy nienawidzę, ale śniegiem bym nie pogardzila :)

      Usuń
  10. Jak ja Ci zazdroszczę tej Turcji! Byłam tylko w Mahmutlar i marzy mi się zobaczenie Turcji Egejskiej :) A na widok tego jedzenia zrobiłam się głodna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) znam Mahmutlar i tamte okolice. Kiedyś dawno dawno temu pracowałam tam jako przewodnik :) Kasiu, zapraszamy do Turcji Egejskiej! Karolci na pewno by się u nas podobało, a wiesz przecież, że Turcja jest naprawdę przyjazna dla dzieci :)

      Usuń
  11. No tak... Zawsze czułam, że muszę mieć jakieś śródziemnomorskie korzenie! Toć ja uwielbiam taką celebrację posiłków! I sery uwielbiam, i oliwki, i warzywka... Cudnie! Ile ja bym dała za takie śniadanko! My tak zazwyczaj jadamy w weekend, ale... niestety nie możemy skończyć w porze obiadowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) kto wie, może z dziada pradziada okazaloby się, że jesteście z H. krewnymi - to tutaj bardzo często się zdarza :))

      Usuń