czwartek, 30 października 2014

To już miesiąc

Nie mogę w to uwierzyć, ale oto mam w domu miesięczne niemowlę. Rany, jak ten czas leci!

Dni niby wyglądają tak samo, a jednak czuję się, jakbyśmy dopiero w zeszłym tygodniu wyszły ze szpitala... 

Tymczasem moja córcia zmienia się dosłownie codziennie. Buźka wygląda inaczej, jest większa, grubsza :) i bardziej kumata. O jej rozwoju nocnym nie będę tym razem pisała, bo ostatnio pochwaliłam i mnie trochę pokarało ;) Wspomnę tylko, że każda noc jest dla nas wciąż wielką niewiadomą... Choć chyba mimo wszystko jest coraz lepiej. I nie, wcale nie dlatego, że Laura lepiej przesypia noce tylko my (a przynajmniej ja :)) powoli się do tego stanu przyzwyczajam. 

Z naszych nowinek... 

W ubiegły weekend niespodziewanie odwiedził nas nasz dobry znajomy z Poznania - Turek. Biedaczek stęsknił się za ojczyzną i cały swój roczny urlop wykorzystuje jeżdżąc po Turcji. Przy okazji zahaczył o nas. Dziwnie się poczułam widząc go tutaj. Tak jakbym trochę znalazła się w Polsce. Znajomy przyjechał do nas późno wieczorem. Laura już spała. Oczywiście szykowała się nocna posiadówka i to na polską nutę, czyli z procentami. Niestety musiałam sobie odpuścić. H. bawił się w najlepsze, a ja walczyłam z dość marudną w tę noc córcią. Cóż, sama się na ten świat nie pchała... 

Następnego dnia H. odchorowywał imprezową noc, ale na trzeci dzień znalazło się też trochę przyjemności dla mnie. Wyskoczyliśmy wszyscy na śniadanie do restauracji pięknie położonej nad rzeczką. Laura większość wypadu przespała. Gdy obudziła się pod koniec przeżyłam mały dreszczyk emocji, ale na szczęście była w niezłym humorze :) Nakarmiłam ją przy gęsiach (fajnie tak na łonie natury! ;)), a potem przytuliłam do siebie i tak bez marudzenia wytrwała do końca spotkania. 

Takie wypady są dla mnie niesamowitą odskocznią od domowej monotonii. Łapię wtedy trochę powietrza i siły by przeżyć kolejne dni :)

Zaliczyliśmy też odwiedziny części rodziny H. Za jednym razem. Na szczęście kulturalnie uprzedzili, że chcą przyjechać. Z racji, że nasze mieszkanko jest niewielkie, uzgodniłam, że spotkamy się u teściów. Wszystko przebiegało całkiem sprawnie, choć musiałam troszkę wywalczyć wcześniejszą godzinę spotkania, bo nikt nie widział niczego nienormalnego w tym, by przyjechać do wciąż wtedy noworodka około 20. No sorry Batory, ale tym razem to inni powinni podporządkować się pod nas, a nie odwrotnie. Krewni nie rwali się do całowania małej, czego najbardziej się obawiałam, ale Mała przechodziła z rąk do rąk. Jak ta kwoka łaziłam za nią, dostając lekkich palpitacji za każdym razem, gdy główka nie była trzymana tak jakbym tego chciała. Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy można zapomnieć obsługi niemowlaczka? Bo H. zwraca uwagę nawet własnej mamie (matki dwójki dzieci!) by lepiej trzymała główkę. W końcu Mała została ululana przez ciotkę więc usiadłam sobie w innym pokoju. Za chwilę teściowa tonem sugerującym, że coś jest na rzeczy zakomunikowała mi, że ciotka uśpiła i przykryła kocem Laurę i mam przyjść zobaczyć jak pięknie śpi. Idę, a tam Laura leży owinięta w 1) kocyk, który używamy by przykryć Małą na przejściach z samochodu do domu i 2) polarowy koc, którym przykryta była kanapa, tak, że niemal jej nie widać. Przypomnę, że był już wieczór i na przejście do auta mieliśmy wspomniany jeden kocyk. Oghghgh, krew mi się zagotowała. Powiedziałam, że Mała się poci i że się teraz przeziębi jak wyjdzie taka zgrzana na zewnątrz przykryta połową tych okryć i odwinęłam bidulkę z tych warstwa zaznaczając, że ma tak leżeć. Ciotka mnie podsumowała, że dziecko trzeba ciepło owijać i te kolki i bóle brzuszka to są na pewno od tego, że Mała marznie. H. podsłyszał temat więc przez jeden dzień wałkowaliśmy to jak Małą ubierać. Wczoraj teściowa też nagadała mu, że Mała marznie i wszystkie jej dolegliwości stąd się biorą. H. wrócił do domu mocno wkurzony. Co najlepsze, moja mama daje nam zupełnie odwrotne rady, typu nie ogrzewajcie dodatkowo sypialni przed kąpielą, itp. Przekonałam go więc, żebyśmy nie dali się zwariować i z racji, że to my jesteśmy rodzicami, kierujmy się własną intuicją. Na razie się ze mną zgadza :)

Wczoraj z kolei byliśmy na szczepieniu - druga dawka przeciwko żółtaczki. Jezzzu, jaki był ryk. Serce mi znowu pękło na milion kawałków, chociaż to przynajmniej trwało krótko - nie to co pobieranie krwi. Pielęgniarka jednak uprzedziła, że za miesiąc mamy trzy szczepionki więc będzie hardcore. Dałabym się ukłuć sto razy, żeby tylko oszczędzić Orzeszka...

Przy okazji było mierzenie i ważenie. Laura urosła 3cm, czyli mierzy teraz 51cm i wg pielęgniarkowej wagi waży 4,5kg (!). Czyli w niecały miesiąc miałaby przytyć kilogram. Nie wiem czy w to wierzyć, bo z doświadczenia już wiemy, że te pielęgniarkowe pomiary są trochę mało wiarygodne... W poniedziałek jedziemy na kontrolę dziecka miesięcznego do pediatry, to może dowiemy się czegoś więcej.

Pielęgniarka z kolei przestraszona tym, że mimo ochłodzenia pogody przyszłam w klapkach, zaczęła mnie zagadywać w sprawie ubierania Małej. Powiedziała, że wie, że my w Europie tak lekko ubieramy dzieci i że to bardzo dobrze, bo są potem bardziej odporne. I że nie mam słuchać rad teściowej :D :D :D Heheh, szkoda, że H. akurat wyszedł z gabinetu i tego nie słyszał :)


22 komentarze :

  1. Cudowna kruszynka :) Z dnia na dzień będzie widać różnice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kasiu. Codziennie robię jej zdjęcie i potem sobie porównuję :)

      Usuń
  2. Jestem w szoku, ze w cieplej Turcji tak owijaja niemowlaki. Oczekiwalabym raczej, ze wlasnie beda je przykrywac najwyzej lekkim kocykiem albo tetrowa pieluszka. :) A w porownaniu z Polska, to u mnie w ogole rzadzi "zimny chow". Patrze z przerazeniem, jak przy pogodzie, na ktora ja zakladam Potworkom jesienne kurtki, niektore dzieciaki biegaja w krotkim rekawku, ewentualnie lekkim sweterku. :)

    Nie pamietam jak to bylo z Bi (musialabym zajrzec do jej albumu, ale jestem w pracy), ale Niko przybral w pierwszy miesiac 1.5 kg, wiec ten kilogram Laury to normalka. Grubasek jeden. :)

    U nas chyba jest troche inny harmonogram szczepien, bo pierwsze szczepienie (po szpitalnej zoltaczce) jest dopiero po ukonczeniu przez dziecko 8 tygodni. Tez sa 3 wklucia (ale jedno zawiera dwie szczepionki, m.in. wlasnie na zoltaczke) oraz jedna doustna. Brrr... Mam nadzieje, ze Laura dobrze znosi szczepienia. Bi miala zawsze napuchniete jedno z miejsc wklucia, ale poza tym zadnych innych objawow. Niko za to mi goraczkowal. :(

    Ciesze sie, ze udaje Ci sie od czasu do czasu wybyc z domu, to musi byc mila odskocznia. :)

    PS. Widze, ze skarpetki na spiochy to uniwersalny patent na calym swiecie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turczynki to mistrzynie przegrzewania dzieci. Same zresztą też wciąż marzną. Moja teściowa to już w ogóle ekstremum. H. smieje się, że nawet gdyby wlazła do pieca to i tak narzekalaby, że zimno.

      laura na razie ma się dobrze, choć dzisiaj temperaturę ma leciutko podwyzszona i przesypia cały dzień. Zobaczymy jak minie noc...

      Hehe, tak naprawdę nigdy nie myślałam, że będę zakładać skarpetki na śpiochy, ale w szpitalu dostałam opieprz od pediatry, że mała ma zimne stópki i mam je założyć. Przestraszona rolą mamy założyłam. Teraz dostrzegam wazniejaza wg mnie zaletę tego połączenia - przytrzymuja spioszki :)

      Usuń
  3. Nasze dzieciaki z dnia na dzień się zmieniają. Ròwnież robię co dzień zdjęcia a potem patrzę na te ze szpitala i widzę jak się zmienia. A zimne stopki i rączki nie są wyznacznikiem niczego tylko kark. Ja byłam przerażona gdy mała miała zimne rączki ale położna nas uspokoiła. Dziwna Turcja z przegrzewaniem...a to niby gorsze niż zmarznięcie. Śliczna Wasza Laurka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym, że wyznacznikiem jest kark pokolenie naszych rodziców chyba wcale nie slyszalo. W Turcji to w ogóle jest przyjmowane jak jakiś wymysł. Moja mama też kazała mi sprawdzac rączki. Różnica tylko jest taka, że moja mama słucha i taktownie dostosowuje się do moich wytycznych, a Turcy maja swoje wersje i próbują przekonać mnie, że są prawidłowe, a ja mało wiem.

      Usuń
  4. Hehe no masz Ty atrakcje z tymi różnicami kulturowymi. My ledwie znosimy upały południa Europy i Azji a teściowej Twojej zimno. Niech przyjedzie do nas w styczniu :)
    Laurka śliczna, taki mały bezbronny Okruszek że aż serce mięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, teściowej wystarczył Stambuł zimą... nigdy nie zapomnę tego widoku :D a u nas na południu zimą, gdy jest 10 stopni i ja chodzę najczęściej w "polskiej jesiennej" kurtce, ona tutaj zasuwa w kożuszku :D

      Usuń
    2. Haha oj dziwny ten świat :)

      Usuń
  5. Hola hola... ale Ty... Ty przecież niedawno rodziłaś! Czas jednak szybko leci. I to już jest potwierdzone przez Ciebie i inne blogowe mamy. Za niedługo będziemy czytać o pierwszych krokach naszych dzieciaków. Swoją drogą - ciekawe jak wtedy będą wyglądać :)

    Z tym ogrzewaniem, przegrzewaniem też jes lipa. Moja mama również trzymając chłodne rączki Kuby pytałą, czy może nie jest mu zimno, ale kark miał ciepły i resztę ciałka również. Kiedyś chyba rzeczywiście było inaczej :) Trzymajcie się ciepło, Ty, H. i słodka Laura:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! ja też się czuję jakbym dopiero urodziła :D Moja mama jest teraz bardzo przeciwko przegrzewaniu, bo gdy ja się urodziłam, jej rodzice podobno oszaleli i robili z domu saunę. Mama opowiadała mi, że wyłam jak potępieniec :) Dopiero gdy się otrząsnęła z szoku poporodowego wygnała wszystkie ciotki, pootwierała okna i odwinęła mnie z trzech kołderek - wtedy ponoć się uspokoiłam :)

      Usuń
  6. Było nagrać i mu puścić za każdym razem co będzie się upierał ;)
    Ja zawsze ubierałam chłopców.na cebulkę i wrazie potrzeby sciagałam lub zakładałam ubranko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, nie wiem czy by to pomogło :)

      Usuń
  7. Karmienie na łonie natury uwielbiałam, a w towarzystwie gęsi mmmm. też jestem zdziwiona, że w Turcji gdzie klimat cieplejszy niż w Polsce takie owijanie kocami praktykowane. bardzo dobrze, że zachowujecie swój rozum i tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja zachowuję, a przynajmniej staram się, z H. różnie bywa choć robię wszystko by przekabacić go na swoją stronę ;) A Turcy to zmarzlaki i wydaje im się, że wszyscy tak marzną.

      Usuń
  8. JUZ MIESIAC!!!!!!!!!!!!! ojejku jak ten czas pedzi :O
    A jak glowka po porodzie? wszystko wrocilo do normy??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główka jest już ok, opuchlizna wreszcie zeszła. To zdjęcie było robione jakieś 1,5 tygodnia temu i na nim jeszcze trochę widać główkę kosmity jak to nazwaliśmy z H.

      Usuń
  9. Już nie pamiętam, że moja też była taka malutka :)

    Szczepienia to zmora i jak dla mnie gorsze niż pobieranie krwi, bo przy pobieraniu z paluszka córcia w ogóle nie płakała, a przy szczepieniach ryk straszy, ale wszystko jakoś trzeba przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzeba, ale nie jest to łatwe, oj nie jest. Najchętniej wszystkie akcje z szczepieniem i pobieraniem krwi przekazałabym H. sama czekając w domu, ale wiem, że czasem cycuś zaraz po może okazać się ukojeniem.

      Usuń
  10. Oj, mi też się marzy wyjście z domu... jedyne wypady to z synkiem do lekarza :O
    hehe znam to uczucie bycia kwoką ;) mnie aż roznosi jak ktoś chce potrzymac Witka! A już najbardziej gdy chce to robić rodzina męża... ostatnio pomimo moich usilnych próśb przeprowadzali chorego 3 latka tłumacząc, że przecież go nie dotyka :O o zgrozo! nie wywytrzymałam i przeniosłam się chwilowo do swoich rodziców...

    OdpowiedzUsuń