poniedziałek, 6 października 2014

Święto Ofiarowania

Od trzech dni Turcja wraz z całym światem muzułmańskim świętuje swoje drugie najważniejsze święto, czyli Święto Ofiarowania. Jest to taka muzułmańska wersja Wielkanocy, tylko muzułmanie biorą sobie ją bardziej dosłownie :S Symbolika tego święta idealnie oddaje to jak islam i chrześcijaństwo są tak naprawdę do siebie podobne. Tak, tak.. przynajmniej w swoich pierwotnych założeniach. Otóż święto to upamiętnia posłuszeństwo proroka Abrahama, który lojalnie wypełniając wolę Allaha gotowy był złożyć w ofierze swojego własnego syna. Allah jednak widząc jego oddanie, pozwolił mu poświęcić baranka zamiast dziecka. Znacie skądś tą historię? :)

Nom, i muzułmanie właśnie to świętują. Tylko, że baranek na świątecznym stole niestety nie jest tutaj z masła, tylko z krwi i kości, a właściwie z mięsa... :/// Turcy, jak muzułmanie na całym świecie, składają w pierwszy dzień tego święta ofiarę w postaci kozy, barana lub krowy. Im bogatsza rodzina, tym poświęcane zwierzę jest większe. W miastach już na miesiąc przed tym świętem w specjalnie wyznaczonych miejscach powstają targi zwierząt przeznaczonych na ofiarę. A w przeddzień święta na wsiach w większości przydomowych ogródków można zobaczyć nieszczęśnika czekającego na rzeź. Coraz więcej Turków decyduje się na powierzenie zarżnięcia ofiary rzeźnikom. Wówczas nie ogląda się całego rytuału zarżnięcia, tylko o umówionej porze odbiera już oprawioną i poćwiartowaną ofiarę z rzeźni. Niestety wciąż jest też sporo tradycjonalistów, którzy albo porywają się z nożem na ofiarę sami, albo wołają rzeźnika do swoich ogródków. 

Czy muszę pisać, że to ogólnie M A S A K R A???

W wiadomościach często pokazują, jak poboczami ulicy leje się krew ofiar, jak wody Bosforu przy brzegu zmieniają kolor na czerwony, jak koty latają z jelitami i jak ludzie doznają wypadków podczas zarzynania ofiary. Albo jak krowa czy byk czując, że to ich ostatnie minuty zrywa się ze sznura i tratuje ludzi, którzy próbują ją w szaleńczym pościgu złapać.

Sam rytuał zarzynania oglądają całe rodziny, włączając w to dzieci. Podsumowując - najlepiej w pierwszy dzień święta nie wychodzić z domu i nie włączać telewizora. 

Staram się uszanować to święto, tłumacząc sobie, że taką mają tradycję i gdyby się głębiej zastanowić, zabijanie karpia lub, o zgrozo, trzymanie go w wannie przed Wigilią też nie jest bardzo humanitarne... Ale serce mi się kraja na widok ofiar czekających na rzeź. W końcu to biedna kózka, baranek czy krówka.... Nie jestem wegetarianką, ale w to święto mięso staje mi kością w gardle.

A co się robi z mięsem? Ci, którzy składają ofiarę w ogródkach, pierwszy dzień świąt spędzają na jego dzieleniu, krojeniu, siekaniu i rozdzielaniu. Porcje mięsa rozdziela się wśród tych członków rodziny, których nie stać było na złożenie swojej własnej ofiary. Dobrze też jest oddać porcję biednym. W ten sposób muzułmanie wywiązują się z jednego z najważniejszych przykazań islamu, tj. jałmużny. W międzyczasie trwają w najlepsze krótkie wizyty, które wszyscy sobie nawzajem składają. Goście przyjmowani są herbatą, cukierkiem i wodą kolońską, którą obmywa się tutaj dłonie.

W niektórych rodzinach przyrządza się mięsną ucztę, czasem świąteczne śniadanie. 

Ogólnie nie przepadam za tym świętem. Wolę święto zakończenia Ramadanu z pewnym klimatem i słodyczami. Za mięsem jakoś specjalnie nie przepadam, za podrobami w ogóle. A to główna atrakcja Święta Ofiarowania.

Teraz, gdy karmię piersią, staram się trzymać od świątecznych przysmaków z daleka. Niestety tutejsze kobiety bardzo się temu dziwią i co chwilę dostaję propozycję zjedzenia wątróbki czy smażonej koziny. 

A teraz anegdotka z wczoraj. Zostałam z Laurą w domu sama. Mała zmienia sobie chyba rytm dnia, nie jest już taką śpiącą królewną. Częściej się budzi i nie każdy sen jest tak twardy jak to było, gdy poziom bilirubiny utrzymywał się na wysokim poziomie. Za każdym razem, gdy już zasypiała, a to zwaliła nam się kupa, a to zaczęła czkawka. W końcu gdy już byłam pewna sukcesu, nagle gruchnął na całego dzwonek do drzwi. Raz, dwa, trzy... Odessałam Laurę od piersi, wywijając piruety by nie usiąść na szwach wstałam, lecę do drzwi z zamiarem opierdzielenia natręta, którym jak przypuszczałam jest rozpieszczony dzieciak kuzynów z mieszkania na przeciwko. Otwieram drzwi, a tam... babcia. "Przyniosłam ci śledzionę kozła. Zjedz sobie, to będziesz miała lepsze mleko." (!!!!!!!!).


29 komentarzy :

  1. Ło mamo! A to ci smakołyk dostałaś :) Macie psa? Bo ktoś to przecież musi zjeść :)
    No tak- trzeba na to wszystko spojrzeć z Ich perspektywy, choć rozumiem Cię doskonale. Ja dziecko z miasta, do dziś pamiętam TE wakacje na wsi u wujka, kiedy odkryłam, co kryje się pod nazwą "jagnięcina"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, wiem, że to zabrzmi strasznie, ale sledziona została pochłonięta ze smakiem przez H... Ja nie mogłam nawet na to patrzeć :)

      Usuń
    2. A tam strasznie :) Wiesz ja myślę, że to kwestia smaków, do jakich przywykliśmy w dzieciństwie, po części też kultury. Ja na przykład zjem (w małych ilościach) wątróbkę i żołądki- także na śledzionę nie powinnam się chyba oburzać :) Natomiast pamiętam, że moja babcia robiła nerki w sosie i pierogi z płuckami...

      Usuń
  2. Śledziona kozła...padłam...
    czy już ci pisałam - że fajne te Twoje posty? : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana! Aż się chce więcej pisać :)

      Usuń
  3. Nie, nie, nie, nie, samo słowo zarzynanie nie brzmi fajnie i nawet nie chcę sobie tego wyobrażać;/
    Śledziony też nie chcę;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Co kraj to obyczaj :)
    Kochana wiesz jak obcokrajowcy patrza gdy proponuje im sie np. kaszanke , cynaderki badz pierogi z mozdzkiem??? :))))
    A o rzekach krwi slyszalam- jak juz kiedys wspominalam Mloda dluzszy czas miala chlopaka Turka i poznawala obyczaje, kulture i ichnia religie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, co kraj to obyczaj, dlatego szanuję tą tradycję i staram się nie komentować. Ale nic nie poradzę na to, że serce mi się kraje na widok tylu zwierząt idących na rzeź. A śledziona to pikuś. W Turcji je się też mózg i jądra barana, jelita, ogólnie wszystko idzie do przeróbki, ale tak jak piszesz, my też mamy kaszankę, kapustę kiszoną czy czerninę (bleh!), której nawet ja - rodowita Polka - nie ruszę.

      Usuń
  5. Śledziona bleeee ja nie znoszę podrobów obrzydlistwo, ale co kraj to obyczaj. Nasze niektóre potrawy też wywołują obrzydzenie jak kiszona kapusta czy ogórki jak można jeść popsutą kapustę czy ogórki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie przepadam za podrobami. Tak naprawdę jestem w stanie zjeść tylko wątróbkę, pod warunkiem, że jest bardzo dobrze oczyszczona i drobno pokrojona. A i tak pod koniec konsumpcji czuję lekkie obrzydzenie. Masz rację, każdy kraj ma swoje własne obrzydlistwa :D dla mnie prawdziwym hardcorem w polskiej kuchni jest czernina.

      Usuń
  6. Śledziona kozła???? O mamuniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D nom. Jada się też zupę z mózgu barana i jąderka.

      Usuń
  7. Nadrobiłam zaległości od opisu porodu do dziś. I wiesz co Ci powiem kochana? Twój opis porodu mnie nie przeraził tylko zachwycił i spowodował moją ogromną ciekawość jak to jest ha chyba pierwszy raz tak miałam czytając:) Przeraziły mnie natomiast późniejsze opisy perypetii z karmieniem i poziomem bilurb. ale wiem, że to Ty jesteś matką i to Ty wiesz co najlepsze dla Laury. A śledziona kozła?dla mnie to brzmi tak egzotycznie, że niemal nie zrozumiale ale jak sobie próbuje to wyobrazić to widzę wybaczcie "ludzkie smarki". blee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię nie przestraszyłam. Poród nie był łatwy, ale to prawda, że widok Twojego dziecka wynagradza Ci całe cierpienie. Bilirubina na szczęście ostatnio spadła więc miejmy nadzieję, że będzie już tylko lepiej. A śledziona :) to żadna papka, tylko taki okrągły zwarty kawał mięcha. Nie wygląda zbyt apetycznie, co by tu ukrywać :S

      Usuń
  8. Mmmm, sledzionka... Hehe, zartuje, fuj!!!

    Chociaz wiesz, moja S.P. Babcia miala w zwyczaju na Boze Narodzenie kupowac cale sledzie i wlasnorecznie je czyscic. Wiekszosc flakow wyrzucala, ale organy plciowe czyli mlecze i ikre zachowywala i smazyla na patelni. A ja, taki maly bak, sie tym zajadalam i do dzis wspominam ten lekko slonawy smak! :))

    Pamietalam, ze Islam wywodzi sie wlasnie od Abrahama, ale zapoczatkowal go podobno jego nieslubny, pierwszy syn, splodzony z niewolnica (nie pamietam imienia). Czyli nie ten, ktory rzekomo mial byc zlozony w ofierze. Ciekawe wiec, ze Muzulmanie akurat to swietuja. :) Chyba, ze to mi sie cos pokrecilo... Samo swieto jednak rzeczywiscie brzmi malo zachecajaco. Troche jak tutejsze Thanksgiving, gdzie obroncy praw zwierzat co roku bija na alarm, zeby oszczedzic zycie tysiacom indykow. Tutaj jednak,przynajmniej wiekszosc ludzi kupuje ptaszki w sklepach, nie przymierza sie do ich ukatrupienia we wlasnym ogrodku... ;)

    Moj Niko to byl ewenement, bo nawet jak mial wysoka bilirubine, to i tak budzil sie sam co 1.5-2 godziny, a wieczorami i nocami urzadzal maratony marudzenia... :) I, szczegolnie noca dostawalam szalu, jak w trakcie jedzenia niemal zawsze zwalil kupe, wiec musialam go przewinac, czym oczywiscie kompletnie go rozbudzalam. Potem przystawialam go znow do cyca, zeby go uspic, odkladalam, a on po 5 minutach dostawal czkawki! Szlag mnie nieraz trafial! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ciekawe wspomnienia z dzieciństwa :D

      Islam wywodzi się od Mahometa - to jemu religia została objawiona. Abraham z kolei, podobnie jak Mojżesz czy Jezus są w islamie uznawani za proroków wysłanych przez Allaha jeszcze w czasach przed Mahometem. Z racji, że islam jest najmłodszą religią, muzułmanie wierzą, iż jest ostateczną i doskonałą wersję tego, co Bóg próbował przekazać przez chrześcijaństwo i inne religie. O drugim synie Abrahama wiem niewiele, muszę sobie sprawdzić, bo mnie ta historia zaciekawiła :)

      No właśnie to jest chyba powód, dla którego nie przepadam za Świętem Ofiarowania - mord z każdej strony i to na taką skalę. Wiadomo, że np. wołowinka, którą z apetytem wcinam na codzień też pochodzi od krówki ukatrupionej w podobny sposób, ale bez tej eskalacji przemocy.

      O,o, o. Od mniej więcej 6 rano Laura urządza mi taki maraton - cycek lewy, cycek prawy, już niemal ziuziu - kupa. Przewijanie, cycek lewy, cycek prawy, półsen - czkawka. Dzisiaj bawiłyśmy się w ten sposób bite 2 godziny.

      Usuń
    2. Drugi syn Abrahama, splodzony z prawowita malzonka - Sara, to Izaak, o ktorym ucza sie zydzi oraz my - katolicy. Wedlug biblii, to wlasnie jego Abraham mial zlozyc w ofierze, ale powstrzymal go aniol. :) A jak to bylo (jezeli w ogole BYLO) naprawde i ktory to byl z synow, tego nie wie nikt. ;)

      Usuń
    3. A no to się zgadza. W islamie ten syn nazywa się Ismail :)

      Usuń
  9. No co ty sledzionki nie lubisz :P A tak na serio to opis zazynanych na kazdym kroku zwierzat nieco mnie przerazil,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no jakoś nie przepadam :)

      Usuń
  10. Heheh i ta pomoc rodziny :)
    Jak karpia umiem zabić i wypatroszyć to przy większym zwierzaku miałabym dość duże opory...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nawet karpia się nie dotknę, bo jak widzę jak się wije pod nożem to mam wszystkiego dosyć. I jeszcze te drgawki po zadaniu śmierci, brrr...

      Usuń
  11. o nieee... śledziona kozła! BRRRRrrr!!!

    Nie miałam pojęcia o tym święcie. Wstyd, skoro jest takie ważne. Dziękuję Ci za ten blog.

    OdpowiedzUsuń
  12. hahaha no to prezent jak nic... Masakra jedna wielka ;DCzytając u Ciebie na blogu o tym innym kraju czasem łapie mnie przerażenie.. heh to zażynanie- chyba bym nie wytrzymała patrząc na takie cos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kornelia, nie ma się co przerażać :) Tak jak koleżanki powyżej napisały - co kraj to obyczaj :) dzięki temu świat jest ciekawy :D

      Usuń