środa, 4 czerwca 2014

Opowieści weselne cz. 1

Z góry przepraszam wszystkich niecierpliwie oczekujących postu o tureckim weselu - mea culpa, ale wolny zawód ma to do siebie, że jak jest robota to się ją natychmiast bierze, więc same rozumiecie ;-] Post będzie mega długachny, pewnie podzielę go na części, bo boję się, że najwytrwalsze czytelniczki mogą przy nim nie wytrzymać :-)

Przede wszystkim już na wstępie muszę zaznaczyć, że tureckie tradycje weselne bardzo różnią się w poszczególnych regionach kraju. Wesele naszych znajomych miało miejsce zaledwie 200km od miejscowości mojego męża, a różnic między ich a naszym weselem było naprawdę sporo. Do naszych polskich imprez nie ma co porównywać - przepaść jest zbyt wielka :-D Pamiętam jak sama pomimo wielokrotnych wizyt w Turcji i pomimo studiów turkologicznych dłuuugo nie mogłam się przyzwyczaić do tych jakże odmiennych zwyczajów. Całe otoczenie weselne sprawiało, że czułam się po prostu jak na innej planecie :-D

Ale pozwólcie, że zacznę od początku, czyli od tzw. zmówin. Tak, tak, to wciąż tutaj funkcjonuje. Gdy już młodzi (albo inni za nich :)) podejmą decyzję o weselu, ich rodziny spotykają się by nadać wszystkiemu oficjalny ton. Odstrzelony w najlepszy garniak przyszły pan młody wraz z rodzicami lub seniorem rodu odwiedza rodzinę dziewczyny w wiadomym celu. Oczywiście najczęściej taka wizyta nie jest dla rodziny dziewczyny niespodzianką i jeśli wcześniej się spotykali, dziewczyna po wcześniejszym wybadaniu sytuacji w domu, daje znać chłopakowi, że grunt jest podatny i mogą przychodzić :-D Na takiej wizycie po standardowym pitu-pitu dziewczyna przygotowuje dla gości turecką kawę. Dla tych, którzy nie wiedzą, szybko tłumaczę, że napój ten jest tutaj podawany w malutkich filiżankach i jest tzw. mega siekierą - kawę parzy się dwukrotnie i słodzi się ją przed parzeniem, czyli z góry trzeba wiedzieć kto jaką pije. Według tradycji kawa przyszłego pana młodego powinna być przygotowana gorzka nawet jeśli lubi słodką, w ekstremalnych sytuacjach dodaje się do niej odrobinę soli. Wszystko po to by sprawdzić jego zdolność do poświęcenia dla przyszłej żony - jeśli wypije napar bez słowa, egzamin można uznać za zdany :-) Podczas picia kawy ojciec chłopaka lub senior jego rodu wypowiada tradycyjną formułkę, że zgodnie z wolą Allaha chcieliby prosić o córkę X dla ich syna Y. Jeśli dziewczyna dobrze przygotowała grunt pod zmówiny, jej ojciec w tym momencie najczęściej mówi, że decyzję pozostawia córce i po wiadomym happy endzie przechodzą do konkretów, czyli ustaleń kiedy zaręczyny, kiedy wesele, itd. itd. Po takich zmówinach para może się już oficjalnie spotykać, zapraszać na uroczystości rodzinne i przede wszystkim odwiedzać w swoich domach.

Tradycyjna kawa po turecku

Zaręczyny. Zaręczyny to w Turcji kolejna impreza, która w praktyce bardzo przypomina samo wesele. Zaręczyny organizuje się tutaj najwcześniej na rok przed weselem, a bywa też tak, że robi się je na kilka dni przed nim. Nie wiem dokładnie skąd to się bierze, ale Turcy niechętnym okiem patrzą na długie narzeczeństwo. Wyznają zasadę, że skoro już powiedziało się A to trzeba teraz powiedzieć B i to najlepiej jak najszybciej. 

Zaręczyny podobnie do samego wesela są organizowane z olbrzymią pompą i pierwszym tego wyznacznikiem jest liczba gości, która ... idzie w setki. Wesele oczywiście jest ważniejsze od samych zaręczyn i przez to bardziej tłumne, ale zaręczyny nie odstają zbyt mocno. Standardową liczbą gości weselnych jest ok... 600 :-D I to o dziwo, wcale nie bierze się z dużej liczebności tureckich rodzin, bo te jak wiem z doświadczenia (oprócz skrajnych przypadków, które nota bene zdarzają się przecież również w Polsce) nie są wcale tak odmienne od naszych rodzimych. Różnica leży w postrzeganiu rodziny, bo nie wiem jak Wy, ale ja nie uważam już za swoją rodzinę dzieci dalekiej kuzynki mojej babci, ba, samej kuzynki też już nie, ale Turcy jak najbardziej. To jest właśnie powód przeświadczenia, że tureckie rodziny są ogromne, a nasze takie malutkie. Na wesele oczywiście wszystkich wypada zaprosić. Poza tym na tureckie imprezy tego typu zaproszenie jest otwarte :-) To znaczy, że każdy, naprawdę KAŻDY jest na nich mile widziany. Pisemne zaproszenia wysyła się najbliższej rodzinie i znajomym, ale oprócz tego każdy z zaproszonych może przyprowadzić na imprezę rodzinę męża/żony, a także swoich znajomych. Przy okazji naszego wesela my poszliśmy trochę na łatwiznę i po rozesłaniu zaproszeń zamówiliśmy ogłoszenie w gminie, która to odczytywała nasze zaproszenie weselne przez 2 dni przez megafony rozmieszczone w dwóch wioskach :-D 

Z racji na trudną do przewidzenia liczbę gości, zaręczyny i wesela organizuje się w tzw. salonach weselnych, które są po prostu olbrzymimi salami z wystarczającą ilością krzeseł poustawianych pod ścianami lub na świeżym powietrzu. Standardem są również hale sportowe i boiska szkolne. Mnie na przykład marzyło się wesele na lokalnej plaży, ale ta... okazała się za mała dla naszych gości i ostatecznie wylądowaliśmy na szkolnym boisku :-) Oczywiście miejsca te są yhm... odpowiednio dekorowane na turecką modłę (krzesła poobwiązywane kokardami, wieńce z kwiatami na stojakach, świąteczne lampki za stołem młodej pary, itd), ale przyznam szczerze, że i tak bardzo się to kłóci z moim europejskim zmysłem estetyki ;-]

Zarówno na wesele jak i na zaręczyny młodzi robią tzw. wielkie wejście, czyli zwyczajnie się spóźniają. Zasada jest taka, że pojawiają się dopiero, gdy na miejscu uzbiera się przyzwoicie dużo gości. Na wszelkich tego typu imprezach zawsze strasznie mnie to irytuje, bo czasem przychodzi gościom czekać na faktyczne rozpoczęcie imprezy nawet i 2 godziny.

Stroje gości bywają przeróżne. Najbliższa rodzina najczęściej jest (BARDZO) mocno odpicowana, włączając w to wieczorowe suknie (takie wręcz operowe) i brokat we włosach. Dalsza z kolei przychodzi po prostu w czymś czystym i schludnym, a tacy goście z przypadku lub sąsiedzi bywa, że przychodzą w szortach, dresach lub dziurawych butach. Najśmieszniejsze są na tych imprezach małe dzieci, które ubiera się jak na .. bal przebierańców. W szczególności dziewczynki paradują w bardzo strojnych sukienkach, często wzorowanych na suknię panny młodej/narzeczonej, są uczesane przez fryzjera (brokat tradycyjnie musi być) i zazwyczaj mają zrobiony delikatny makijaż (!). 

Narzeczony tradycyjnie przywdziewa garnitur, a narzeczona... hehhhe  :D Tutaj nadchodzi moment na drobną dygresję dotyczącą tureckiej estetyki. Mianowicie, bez owijania w bawełnę, Turcy uwielbiają kicz. Przepadają wręcz za sztucznymi kwiatami, często sztuczną biżuterią, brokatem, cekinami i koralikami. Wszystko musi się świecić. Im więcej świecidełek tym lepiej. Jest to widoczne w wystroju ich mieszkań, w telewizji śniadaniowej oraz, rzecz jasna, w strojach. Suknia narzeczonej powinna być 1) na największym kole, 2) być oczojebnego (przepraszam, ale inaczej się nie da) koloru, 3) mieć mnóstwo falbanek i 4) świecić się. Gdy byliśmy ostatnio w Pamukkale miałam okazję zobaczyć parę robiącą sobie taką narzeczeńską sesję. Wyglądało to tak: :D :D :D


W kulminacyjnym momencie zaręczyn para młoda zakłada sobie na serdeczne palce prawych dłoni złote obrączki. W dniu ślubu obrączki te przełożą z prawych na lewe dłonie. Obrączki są połączone czerwoną wstążką, którą przecina najczęściej senior rodu lub ojcowie. U nas przecięła teściowa :D Poza tym rodzice zakładają przyszłej pannie młodej złotą biżuterię. Jest to taki pierwszy prezent weselny. Najczęściej są to złote bransolety (koła), albo komplet typu naszyjnik i kolczyki. Panu młodemu czasem kupuje się zegarek. Moda na pierścionki zaręczynowe dopiero się w Turcji pojawia, ale taki pierścionek dziewczyny otrzymują raczej na tych bardziej prywatnych zaręczynach, takich między sobą. Warto nadmienić, że złoto jest w Turcji prezentem nie tylko dla panny młodej, ale też dla pana młodego. Do tego tematu powrócę przy opisie wesela.

Złote bransoletki - typowy turecki prezent weselny


Zaręczyny to trochę takie przedstawienie dla gości z młodą parą w roli głównej. Młodzi muszę przez cały czas tańczyć i zabawiać gości, bo gdy tylko usiądą, wszyscy pozostali również udają się na spoczynek i momentalnie impreza zamiera. To nie jak u nas na polskich weselach, że są przerwy od tańczenia, goście siadają do stołów, podawane jest jedzenie itd. Na tureckich zaręczynach nie ma żadnego jedzenia, nie ma też często stołów. Jest wyznaczone miejsce do tańczenia i mnóstwo plastikowych krzeseł dla gości plus podwyższenie ze stołem i super przystrojonymi krzesłami dla młodej pary. Na bardziej wypasionych zaręczynach rozdawane są napoje gazowane, najczęściej w puszkach. Alkoholu oczywiście brak. Impreza kończy się około północy.

Nom. Myślę, że na dzisiaj starczy. Ciąg dalszy nastąpi :)






9 komentarzy :

  1. Zawrót głowy normalnie...;D Co kraj to obyczaj, fajnie się czyta, jak jest gdzie indziej. Podziwiam Cię, że dałaś radę na swoim weselu;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale super
    Nie martwa się o wygląd w tym dniu. Chcą zaszaleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Turcy zawsze liczą na spontan :D

      Usuń
  3. Wytrwałam do końca i chętnie przeczytam dalszą część! Uwielbiam arabskie kraje Turcja bardzo mi się podobała, myślę nawet że ten kicz który wkrada się jest uroczy i ma naprawdę swój urok. Ja to uwielbiam. Słyszałam że w Turcji całuje się maleńkie dzieci w usta to prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, o gustach się co prawda nie dyskutuje, ale ja jakoś przez wszystkie te lata nie przekonałam się do cekinów i brokatu ;-) W Turcji właśnie absolutnie nie całuje się dzieci w usta, mój mąż bardzo krzywo patrzy się na ten zwyczaj w Polsce. Przyznam, że pod tym względem ja też się sturczyłam i teraz zwracam uwagę by tego nie robić :) Zapraszam do przeczytania dalszej relacji - postaram się ją dzisiaj opublikować.

      Usuń
  4. Wow, rzeczywiscie przezylam szok kulturowy! Jestem pelna podziwu, ze nie uparlas sie na "polskie" wesele! ;) Tureckie to nie dla mnie, bo nasz slub byl naprawde skromny i czytajac posta myslalam, ze Boszzzz, jak dobrze, ze cos takiego mnie ominelo. ;)
    Hej, a rodzice H. tez przyszli oficjalnie do Twoich, zeby prosic o Twa reke? Opisz kiedys jak to bylo u Was, proooszeee! ;)
    Czekam na ciag dalszy, swietnie sie czyta o innych tradycjach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, oczywiście, że się uparłam na polskie wesele! :))) Właśnie tworzę notkę o weselu, napiszę też o tym jak my (nie)pogodziliśmy odmienne tradycje :D

      Usuń
  5. Nigdy nie chcialam miec bialej sukni (i nie mialam) ale takie neonowe historie to juz masakra ;) lece czytac druga czesc!

    OdpowiedzUsuń