piątek, 13 czerwca 2014

Negocjacje z doktorkiem

Sama już nie wiem co myśleć o wczorajszej wizycie u doktorka Aliego. Jak zwykle minęła piorunem. H. twierdzi, że to przez to, że moja ciąża jest kompletnie bezproblemowa. Wygląda to za każdym razem mniej więcej tak: 

1. Dzień dobry, co u was? - Ok.
2. Czy masz jakieś dolegliwości? - Nie.
3. Zajrzyjmy co słychać u dziecka.
Tu następują 2 min. USG przez powłoki brzuszne.
4. Zobacz tu główka, zmierzmy obwód.
5. Tu brzuszek, zmierzmy obwód.
6. Dziecko waży X g i mierzy X cm. O zobacz tu oczy/nos/rączka/nóżka.
7. Posłuchajmy bicia serca (10sek.)
Koniec badania USG, przechodzimy z powrotem do biurka.
8. Czy skończyły ci się jakieś leki?
9. Czy pasuje ci następna wizyta dnia X?
10. Do widzenia.

Gdyby tak mnie potraktował polski ginekolog w życiu bym już do niego nie wróciła. Ale skoro tutaj nie robi się badania ginekologicznego, czyli nie mierzy się szyjki, nie pobiera się żadnych wymazów, nie trzeba się rozbierać/ubierać to tak naprawdę... nic więcej nie pozostaje. Niby to rozumiem, aczkolwiek gdy czeka się ponad godzinę (pomiędzy nr 3 a moim 4 na wezwanie pielęgniarki weszły jeszcze panie z nr 3,5 i 3,75, potem na ekranie pojawiło się nazwisko pacjentki z nr 5, a po niej zawołano panią z nr 3,8, gdy ostatecznie H. poszedł do pielęgniarki wywołującej pacjentki z prośbą o wyjaśnienie numeracji, ta ogłosiła wszystkim obecnym, że doktorek właśnie dostał wezwanie do cesarki więc zarządzają pół godzinną przerwę), człowiek oczekuje trochę więcej zainteresowania.

Zainteresowanie doktorka Aliego objawiło się w zupełnie niespodziewanej przeze mnie postaci. Doktorek zaraz na wejściu zastrzelił mnie pytaniem "I co? Kąpałaś się w basenie?". Szczęka mi opadła, że zapamiętał, ale widać jestem chyba jedyną jego pacjentką, która nie potakuje twierdzącą na wszystkie jego zalecenia :-] Odpowiedziałam, że owszem i mam się dobrze :)

Nasze maleństwo pomału przestaje być maleństwem. Waży już 600g i mierzy ok. 25cm. Podczas badania przez cały czas fikała, ale udało się uchwycić zdjęcie buziolka. Wpatruję się w nie teraz jak oczarowana. Nie mogę uwierzyć, że to nasze dziecko, nasze dzieło :) H. stwierdził z przekonaniem, że czoło ma wypisz wymaluj jak moje :D

Pierwszy portret naszej córeczki

Gdy doktorek zabierał się już do zakończenia badania USG, zażądałam sprawdzenia szyjki. Lekko parsknął śmiechem, ale bez słowa złapał za sondę jeszcze raz. Szyjka ok. 4cm. Około.

Po USG doktorek przeszedł od razu do opisu kolejnej wizyty, przed którą mam zrobić krzywą cukrową. Uprzedził, że spędzimy w szpitalu cały dzień. Od rana wyślą mnie do apteki po drinka, potem będą kazali czekać i dwukrotnie pobiorą mi krew, a na koniec będzie wizyta u Aliego. 

Już chciał się z nami żegnać, gdy H. zaczął swoją kwestię :) Dziewczyny, kochanego mam męża, muszę to tu napisać, może przeczyta z toalety ;) Przed wyjazdem starałam się go trochę nakierunkować jakich argumentów mógłby użyć w swoich negocjacjach o poród rodzinny, ale moje wskazówki przyjmował z milczeniem. W gabinecie lekarza wyciągnął argument ciężkiego kalibru pt. "moja żona jest ciężarną w obcym dla niej kraju". Wytłumaczył, że sam poród jest dla kobiety stresującym przeżyciem i nie chce bym ja przeżywała jeszcze dodatkowy stres z jakiegokolwiek powodu. Doktorek został postawiony w trudnej dla niego sytuacji, no bo co na to mógł odpowiedzieć? :) Postanowił więc zwalić wszystko na nieporozumienie, dokładnie tak jak każdy typowy Turek by to zrobił. Zagrał więc rolę typu "o co kaman, przecież ja mówiłem, że nie możecie być razem podczas cesarki!". On przecież rozumie, że ja z innego kraju, że u nas inaczej, on nawet miał też pacjentkę Rosjankę i ona również bardzo chciała by mąż był przy porodzie! Dlatego przy naturalnym, tak, jak najbardziej H. może przy mnie być, przy cesarce nie, bo wiadomo, to operacja itd., ale jeśli uda nam się jej uniknąć to mąż może ze spokojem mi towarzyszyć podczas skurczy i gdy dziecko będzie się rodzić też.... tylko musi wyjść od czasu do czasu :D :D :D :D :D :D :D

Gdy usłyszałam tą optymistyczną puentę, w pierwszej chwili nie wiedziałam czy parsknąć śmiechem czy się rozpłakać. Postarałam się zachować spokój i całkiem opanowanym głosem odpowiedziałam, że właśnie taka wizja mnie stresuje, że H. niby może przy mnie być, ale czasem musi wyjść. Że nie chcę w ogóle o tym myśleć w czasie porodu, kiedy H. zostanie wyproszony, chcę się skupić na innych sprawach. Doktorek na to powiedział, że zamęczę męża w ten sposób. Gdy to usłyszałam, miałam ochotę pacnąć go w twarz. Że niby co ja robię??? Jeszcze bardziej dobitnie powiedziałam, że mąż może w każdym momencie wyjść z sali, być może sama go o to poproszę - nie wiem w tym momencie, będę rodzić pierwszy raz, ale chcę byśmy to my podjęli w tej sprawie decyzję. 

Doktorek na to odpowiedział, że sala porodowa jest o małej powierzchni i gdy lekarze się wokół mnie zgromadzą nie będzie miejsca dla H. dlatego w momencie badań lepiej gdyby wyszedł. I że skoro to negocjacje to ja też muszę trochę ustąpić. I żebyśmy mu uwierzyli, że sale nie są tak naprawdę dostosowane do porodów rodzinnych to mamy sobie zejść piętro niżej do pani Gamze (pamiętna pani pilates) i poprosić o pokazanie. Ale że mogę być spokojna, bo za każdym razem gdy poproszę o zawołanie H. to będzie mógł wejść. 

Czyli w skrócie - kogel-mogel. Może, ale trochę nie może.

Moją konsternację było z pewnością po mnie widać, bo doktorek spojrzał na mnie i stwierdził "Jej się i tak nie podoba to co mówię". H. szybko dobił targu z doktorkiem, że się dogadamy i w ten sposób rozmowa się skończyła.

Po wyjściu z gabinetu poszliśmy do pani pilates, która była tym razem słodko-pierdząca, normalnie do rany przyłóż. Pokazała nam pokój, w którym oczekuje się na rozwarcie. Pokój jest NAPRAWDĘ spory, ma osobną łazienkę, wokół łóżka żadnej ciasnoty z pewnością nie ma, a oprócz tego jest też wydzielona odrębna część (jakby pół osobnego pokoju) z fotelami i kanapą dla odwiedzających i chyba taty do spania, bo z tego co wyczytałam jedna osoba może zostać przy pacjentce na noc. Więc w razie nagłego tłumu wokół mnie, H. mógłby ze spokojem tam poczekać. Wypytałam o możliwość brania prysznica na tym pierwszym etapie, pani pilates do tej pory się z tym nie spotkała (o losie!), zrozumiała nawet błędnie, że pytam o poród w wodzie, ale stwierdziła, że raczej nie będzie z tym problemu. Na pytanie o wszystkie akcesoria porodowe typu piłka, taboret i inne wynalazki, wspomniała coś o piłce, ale szybko zmieniła temat pytając czy ćwiczę. Ja na to, że nie ćwiczę, bo nie wiem jakie ćwiczenia mogę wykonywać, a boję się sama eksperymentować. Od razu poleciała do swojego gabinetu po rozpiskę ćwiczeń dla mnie. Bóg zapłać.

Sali porodowej nam nie pokazano. Ogólnie jestem troszkę spokojniejsza, bo skoro doktorek powiedział, że H. będzie mógł być przy mnie w chwili, w której urodzi się dziecko, to znaczy chyba, że na nią też będzie mógł wejść. H. z kolei mnie uspokaja, że skoro doktorek przyjdzie do mnie na samą końcówkę, to nikt nie będzie w stanie go z sali wyprosić, a prawdopodobnie w ogóle zapomną o jego obecności. A jeśli już, to wyjdzie na 5-10min. i wróci. 

Rany, zmęczona już jestem rozmyślaniem jak to będzie. Taki 100%-owy komfort psychiczny chyba nie będzie mi dany, ale myślę (tj. mam nadzieję), że jeśli wyraźnie powiem "Proszę zawołać mojego męża", to chyba mi nie odmówią. ...A jeśli się ważą, to odmienię turecką 'kurwę' przez wszystkie przypadki!!!!

21 komentarzy :

  1. piekna buzka, ja nie mam takich ladnych ujec....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie się cieszę z tego zdjęcia, wspaniała pamiątka. Co kilka godzin sobie na nie zerkam :) Podczas badania maleńka zrobiła też minkę na wzór uśmiechu, ale nie udało się tego uchwycić - doktorek próbował, ale wyszło zamazane.

      Usuń
  2. Moje badania też tak zawsze wyglądają, no plus teraz badanie szyjki za każdym razem, ale też zawsze czuję jakiś niedosyt. W następnej ciąży wybiorę innego lekarza.

    Śliczny buziolek;)
    Doktorek niech Wam teraz kitu nie wciska, dobrze, że mąż sobie z nim pogadał, miejmy nadzieję, że im nic nie odwali przy porodzie i nikogo nigdzie nie będą wypraszać!
    A to, że nie słyszeli o prysznicu podczas porodu, no brak słów po prostu...
    Uważaj, bo jeszcze tam jakąś przodowniczką porodów rodzinnych zostaniesz;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe ja i Rosjanka, co za duet! Turczynki są w temacie mega ciemne, kiedyś czytałam na tureckim forum żale kobiety, która wstydziła się porodu i napisała, że wolałaby gdyby to mąż go przyjął. Bidulka została kompletnie wyśmiana przez pozostałe forumowiczki, że jak to, męża chce na porodówkę zaciągnąć?! Także mówię Ci - kompletny ciemnogród.
      A pani pilates niczym mnie już nie zaskoczy - o prysznicu nie słyszała, nadwagę stwierdza bez obliczenia BMI :)

      Usuń
  3. Piękna buzia :)
    Moje wizyty są nieco dłuższe bo zawsze mam milion pytań :)
    Jestem pod wrażeniem sali którą opisałaś, brzmi dobrze.
    Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas wizyty się czasem przedłużą, gdy doktorek palnie jakieś głupstwo typu "nic nie da się poradzić na skracającą się szyjkę, dlatego lepiej w ogóle nie sprawdzać, bo po co kobietę stresować". Wtedy na widok mojej głębokiej konsternacji lub próby wyprowadzenia go z błędu zaczyna prawić mi wykłady mające niby potwierdzić jego racje :)
      Sala to jest chyba jedyne co mi się w tym szpitalu podoba. Są nawet jeszcze wersje deluxe, czyli takie apartamenty dwupokojowe, ale według mnie to tylko zbędne miejsce dla zbędnych gości, a że ja nie chcę by mnie ktokolwiek odwiedzał to ta mniejsza standardowa w zupełności starczy :)

      Usuń
  4. Śliczny portrecik ;)) Moje wizyty z reguły trwają 35-45 minut.. to mnie bada , to usg, to zadam kilka pytań i leci ;)
    Dodam do obserwowanych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wizyty u mojego polskiego ginekologa też tyle trwają. Badania są wykonywane bez pośpiechu, wszystko jest tłumaczone, jest badanie dopochwowe, potem USG, potem rozmowa, po prostu cud miód i orzeszki. Tutaj przychodząc do lekarza czuję się jakbym wsiadała na taśmę produkcyjną - najpierw wyczekuję swoją kolejkę, a potem raz, dwa, trzy i już stoję za drzwiami gabinetu.

      Dzięki :) Też będę zaglądać :)

      Usuń
  5. U mnie wizyty sa bardzo podobne z tym ze tylko 2 usg sa wpisane w NHS (juz je mialam wiec nie spodziewam sie wiecej)...
    foto naprawde PRZEUROCZE!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Jedyną zaletą tych wizyt są tutaj badania USG na każdej wizycie, czyli do mniej więcej 5 miesiąca co 2 tygodnie. Ale gdyby i z tego badania zrezygnowano, to badanie ginekologiczne ograniczyłoby się tutaj do rozmowy przy biurku! Mamy już całą kolekcję takich zdjęć z USG, ale to ostatnie jest najbardziej udane :) myślę o założeniu albumu.

      Usuń
  6. Powiedz im że kobiecie w ciąży się nie odmawia bo będą mieli myszy w domu :D ha ha :) Wczoraj to usłyszałam jak moja koleżanka w ciąży dyskutowała ze swoją bratową tez w ciąży że ktoś akurat miał myszy bo ktoś z ich rodziny odmówił ciężarnej :) Także możesz ich postraszyć gdyby coś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, już wyobrażam sobie jego minę :))

      Usuń
  7. Sliczny buziaczek! Moje maluszki chyba nigdy nie ustawily sie tak idealnie do zdjecia! :)

    Pocieszam Cie, ze moje wizyty wygladaly tak samo, a nawet krocej, bo bez usg. Najpierw musialam swoje odczekac w poczekalni a potem jeszcze w gabinecie, lekarz wchodzil, pytanie czy JA mam jakies pytania, szybkie sluchanie tetna dziecka i mierzenie tasma dlugosci macicy (pamietasz, pisalam o tej miarce krawieckiej, to dopiero ciemnogrod, hehe!), dziekujemy, do widzenia! W ciazy z Bi trwalo to troche dluzej bo zawsze mialam mase pytan, ale z Nikiem, kiedy wszystko pamietalam, a ciaze mialam bezproblemowa, wiekszosc wizyt trwala doslownie 5 minut. Plus 40 minut czekania oczywiscie... :/

    A z ta obecnosci meza przy porodzie, to doskonale to podsumowalas: moze, ale troche nie moze... Co za glupota, miejmy nadzieje, ze jak H. sie uprze, to nikt go z sali na sile nie wyrzuci.

    A co do cesarki, to M. byl przy mnie podczas cesarki z Nikiem! Nie mogl wejsc tylko na czas przygotowania do ciecia, a jak juz bylam posmarowana jodyna (czy co oni tam uzywaja) i zakryta przescieradlami i parawanem, to maz mogl wejsc i siedziec przy mojej glowie. Co bylo dla mnie wielka otucha, bo bylam tak zestresowana, ze doslownie tam "odplywalam"...
    Mam nadzieje, ze u Ciebie skonczy sie na naturalnym porodzie i H. bedzie caly czas przy Tobie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam miarę krawiecka! Chyba nie potrafiłabym zachować powagi przy takich wyczynach :D
      A co do cesarki to zgadza się, wiem, że tam gdzie dotarła cywilizacja coraz częściej tata może być również przy niej obecny, ale juz nawet o tym tutaj nie wspominam, bo daję sobie wszystkie kończyny uciąć, że nigdy o tym nie słyszeli i znowu wyszłabym na tą co wymyśla...

      Usuń
  8. Sliczna Corunia! Wielkie brawa dla H. Mysle, ze wszystko pojdzie po Waszej mysli. Bede trzymala kciuki. Sciskam

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie dziwny ten gin, mam wrażenie że stara się żebyście byli zadowoleni żeby nie wzbudzać konfliktu. Ale wszystko na pewno będzie dobrze wiadomo że poród z mężem to komfort psychiczny dla nas ale jak przyjdzie Ci rodzić samej to też na pewno dasz radę. Szkoda że w tym kraju takie jeszcze podejście. Życzę wytrwałości i żeby wszystko przeszło w jak najmniej stresujących warunkach :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*

      Świetnie rozszyfrowałaś doktorka - ja mam dokładnie takie samo wrażenie.

      Wiem, że bez H. też dam sobie radę, ale jak chyba każda kobieta mam pewne wyobrażenie na temat porodu (hehe, poród z marzeń ;)) i stąd tak się upieram. Ale będzie co ma być :-]

      Usuń
  10. Witaj! :)

    Trafiłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem, ale wiem jedno - szybko się stąd mnie nie pozbędziesz! ;)
    Przeczytałam Twojego bloga od deski do deski, i jestem po protu zachwycona - tym, jak piszesz i opowiadasz o Turcji - w myślach byłam już u Ciebie w ogródku, a dzięki Tobie mam nowe marzenie - wakacje w Turcji ;) Posty o zaręczynach, hennie i ślubie - coś magicznego! :)
    Dużo zdrówka dla Ciebie i Córeczki! Pozwolę sobie zapytać - czy Wasza pociecha będzie miała polskie czy tureckie imię?

    Jeśli masz ochotę, zapraszam do siebie :)
    www.wzloty-i-upadki-mlodej-dzierlatki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie :)

      Cieszę się, że zostajesz i absolutnie nie zamierzam się Ciebie pozbywać :) Przemile jest usłyszeć takie słowa, aż chce się pisać dalej i więcej. Wakacje w Turcji polecam każdemu - warto zrealizować takie marzenie :)

      A co do imienia córeczki pozwól, że jeszcze nic nie zdradzę - post na ten temat czeka już niemal gotowy od kilku tygodni więc w najbliższym czasie (bardzo bardzo bliskim) się pojawi :)

      Zajrzę na pewno!

      Usuń
  11. O kurcze, istny kogel mogel - nie lubie takich niedopowiedzianych sytuacji. Mam nadzieje, ze bedzie po Waszej mysli. Przy mnie maz byl przez cala faze skurczy, pozniej niestety nie wpuscili go na sale operacyjna (ze zrozumialych wzgledow) mimo, iz rodzilam silami natury.
    Ja tam jednak jestem za kontrolowaniem szyjki - u mnir okazalo sie to kluczowe. Gdyby nie to nie wiem jakby skonczyla sie moja ciaza!!

    OdpowiedzUsuń