poniedziałek, 24 lutego 2014

Sztuka cierpliwości

Cierpliwość to cecha, z którą zawsze miałam problem. W szczególności, gdy czekam na coś miłego :-) Narodziny naszego dziecka będą dla mnie czymś mega mega miłym. I teraz tak sobie myślę, jak ja wytrzymam te 9 (dziewięć) miesięcy? No dobra, już nie dziewięć, ale siedem. Już nie mogę się doczekać kiedy 1) urośnie mi brzuszek (tak chociaż tyci tyci), 2) będę mogła bezkarnie rzucić się w wir dzieciowych zakupów, 3) kupimy wózek (oh yeah!), 4) nadejdzie czas, gdy mąż przestanie mi odpowiadać na plany przemeblowania naszej sypialni komentarzem "jeszcze jest dużo czasu". 

I tak, żeby sobie dzisiaj ulżyć (a co!) i zaspokoić na jakiś czas, dokonałam po kryjomu pierwszego ciuszkowego zakupu x5 sztuk (żeby zaoszczędzić na przesyłce ;-)) z naszej salonowej kanapy. Tak, wiem wiem, że zaczynam dopiero 3. miesiąc, i że zdecydowanie za wcześnie, ale skoro tak mi się chciało no to mam sobie odmówić? Przecież ciężarnej się nie odmawia, no nie? Mój mąż też mi nie odmawia, więc bez zbędnej krytyki zapytał tylko podekscytowanym głosem "co kupiłaś???" :-) tak, on też z tych niecierpliwych.


15 komentarzy :

  1. Moje podpunkty radości pewnie byłyby takie same lub bardzo zbliżone :)
    Fajnie, że już coś kupiłaś dla dziecka i ja wcale nie uważam, że za wcześnie nie powinno się kupować.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, uspokoiłaś trochę moje sumienie :-)

      Usuń
  2. Oj, nie pomogę, bo tego rodzaju niecierpliwości nie znam :)
    Ale zakupy dla dziecka- to jest to! U-W-I-E-L-B-I-A-M!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez jestem osoba bardzo niecierpliwa. I tez strasznie czekalam, zeby mi ten brzuch chociaz troche urosl. Jak na zlosc bylam dosc szczupla, wiec moj bebech zaczal wygladac jak ciazowy dopiero okolo 6 miesiaca. ;)
    Co do reszty punktow, to tak jak pisalam, mialam schizy. Rodzinie nie powiedzialam o moim odmiennym stanie az do 12 tygodnia, obcym zaczelam mowic chyba dopiero pod koniec 5 miesiaca. Wyprawke kupilabym pewnie dopiero w 9 miesiacu, gdyby siostra nie przyslala mi wielkiej paczki z ciuszkami po swojej coreczce, a kolezanka nie uparla sie zeby urzadzic mi "baby shower". Pokoik malej urzadzalismy dopiero jak bylam gdzies w 8 miesiacu i to tylko dlatego, ze M. argumentowal (zreszta slusznie), ze po jej narodzinach nie bedziemy miec czasu na remont. Wozek zamowilismy, a kilka dni pozniej przeczytalam o przesadzie, ze nie kupuje sie go az do narodzin dziecka. Poryczalam sie i wymoglam na mezu, zeby chociaz nie wnosil go do domu. M. przewracal oczami, ale uznal to za fanaberie ciezarnej i wozek jezdzil sobie w bagazniku jego auta az do rozwiazania. :)
    Teraz sie z tego wszystkiego smieje, ale w pierwszej ciazy bylam naprawde nerwowa i spanikowana przyszla matka. Dobrze, ze sama ciaza przebiegala bezproblemowo, inaczej wyladowalabym chyba na srodkach uspokajajacych. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, faktycznie schizowałaś ;-D ja z kolei muszę trochę przygazować H. bo ostatnio na moją sugestię, by delikatnie zmienić oświetlenie sypialni, odpowiedział mi, że zrobimy to jak dziecko się urodzi (!!!), oczywiście popukałam się w czoło.
      A w ciąży z Nikiem też się tak strachałaś czy to tylko dolegliwości pierwszociążowe? :-)

      Usuń
    2. Hehe, masz racje, wszelkie prace remontowe stanowczo doradzam ukonczyc zanim malenstwo pojawi sie na swiecie. :)
      Nieee, moja druga ciaza byla zupelnie inna. Tzn. fizjologicznie wlasciwie taka sama, bo mialam szczescie do lekkich ciaz, bez wymiotow, zagrozen i innych powaznych dolegliwosci. Ale psychicznie - pelen luz. Najpierw przez cale 2 miesiace zylam w blogiej nieswiadomosci o swoim odmiennym stanie. A potem mialam na glowie Bi, planowanie 22-godzinnej podrozy do Polski z 15-miesiecznym dzieckiem, slub koscielny i wykanczanie pracy magisterskiej. Ze o pracy do ostatniego tygodnia przed rozwiazaniem nie wspomne. :) Czyli kociol na maksa, ale o ciazy przypominaly mi tylko regularne wizyty lekarskie oraz coraz wiekszy brzuch. No i potem Nik przypominal wscieklym kopaniem, szczegolnie w srodku nocy. :)

      Usuń
    3. Z Elizą też zakupy robiłam w 9-tym miesiącu, a jak koleżanka dała mi w prezencie ciuszki dla Małej, kiedy byłam w 5miesiącu, to miałam ochotę się rozpłakać, że to na pewno przyniesie nam pecha :) Jak teraz to wspominam, to zastanawiam się, czy to byłam ja :) Dla Lilki sama kupowałam już od 5-go miesiąca.

      Usuń
    4. Agatko, na bieżąco czytałam o Twoich ciążowych wyczynach, sama wtedy pisałam pracę magisterską i dopingowałam się Twoimi postami - a poprzeczkę postawiłaś wysoko, nie ma co - co Ty tam wtedy robiłaś? Edytowałaś wykresy w szpitalu? :D Jesteś niesamowita.
      Teraz jak czytam o Waszych schizach, o tym jak panikowałyście, że zbyt wczesne zakupy dzieciowe przyniosą Wam pecha, a tymczasem patrzę na Wasze dzieci - wszystko na swoim miejscu, uśmiechnięte, zdrowe, to napełnia mnie to optymizmem, że chyba nie mam się czego bać ;-) wczesne zakupy to dla mnie sprawa nieunikniona, bo część trzeba będzie przywieźć z Polski i przez to podpasować zakupy pod zakupione bilety lotnicze.. łatwe to nie będzie, oj nie.

      Usuń
    5. Dlatego z perspektywy czasu, jak to wspominam, to myślę sobie- Boże! Co za wariatka :) To nie mogłam być ja. W końcu jestem przecież realistką- jak ma być dobrze, to będzie, a jak nie? To nic nie pomoże... No ale i ja uległam totalnej panice. Niestety. Dlatego olej nasze schizy, zapomnij o nich i po prostu ciesz się każdym kupionym bodziakiem, śpiochami i takimi tam innymi :)
      A ja mam pytanie z innej beczki- jak Ty nas znalazłaś w tej sieci :)

      Usuń
    6. Ja właśnie wychodzę z takiego założenia, że jak ma być dobrze, to będzie, a jak nie, to dupa zimna i nic nie pomoże. Jak Was znalazłam w sieci? :-) nie było to trudne. Czytanie blogów zaczęłam od Tosinków, było to naprawdę dawno temu i nie pamiętam już jak ich znalazłam. Potem zadziałała metoda łańcuchowa - od nich trafiłam do Agaty, od Agaty do Ciebie :-)

      Usuń
  4. Ja wyczekałam do połowy ciąży. A co do maleństwa, im bliżej porodu, tym mniej Ci się będzie spieszyć. Na szczęście poród jest nieuchronny i nie można bez końca chodzić w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o o o, to dokładnie ja - najpierw się niecierpliwię, nie mogę wytrzymać, odliczam, cuduję, a jak już się zbliża godzina "zero" to ja... mogłabym poczekać jeszcze trochę :-)

      Usuń
  5. Wpadłam do ciebie i już zostanę na dłużej :)
    Miło będzie czytać, co tam u mamusi i u małego człowieczka słychać.
    Dodaje Cię do moich czytanych blogów.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    czekamynacud.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi bardzo miło :-) Bloga odwiedzę na pewno.

      Usuń