piątek, 14 lutego 2014

Miłość po turecku

Korzystając z okazji dzisiejszego dnia przybliżę Wam super interesujący temat o tym jak się kocha po turecku. Co by się nie chwalić, mam w końcu doświadczenie ;-)

Nie bez powodu duuuuża część pań i panienek odwiedzających ten kraj co roku traci głowę dla tureckich panów. Kiedyś jeszcze w czasach studenckich pracowałam jako przewodnik polskich turystów w Turcji i, o matko, jakie to historie przyszło mi wysłuchiwać :-D Ale powiem Wam szczerze, ja się im nie dziwię. Turcy naprawdę potrafią zamieszać w głowie, dla nieprzyzwyczajonego do seksownej opalenizny oka każdy czarnowłosy, czarnooki i śniady facet wydaje się mega przystojniakiem. Dodatkowo turyści przebywają głównie w ściśle turystycznych regionach kraju. Nie widzą więc tego jak ten przystojniak wygląda w domowych pieleszach, wśród rodziny. Widzą go natomiast w śnieżnobiałej koszuli super kontrastującej z śniadą skórą lub jeszcze lepiej - dopasowanym garniaku gdy zwinnym ruchem nalewa Ci kolejny drink z parasolką. Turcy dodatkowo są jeszcze bardzo przebojowi - WSZYSTKO potrafią załatwić. Są śmiali. Komplementują wszystkie panie dookoła. W Turcji nieznane jest pojęcie powściągliwości. Jeżeli coś komuś się podoba to często wszystkich o tym informuje. I tym sposobem spędzając wakacje w Turcji każda z pań z pewnością usłyszy, jak pięknie dziś wygląda, jakie ma przepiękne oczy, jakie pełne, różowe usta. Jak dobrze pływa, jak świetnie mówi po angielsku. Do tego otrzymamy różę zrobioną z papierowej chusteczki, nasze hotelowe łóżko zostanie obsypane płatkami kwiatów, a przy basenie dostaniemy darmowego drinka. Tani podryw? Być może. Ale skuteczny! 
To wszystko plus słoneczna pogoda, piękne widoki, egzotyczne zapachy, widoki z palmami i smak słonej wody sprawia, że panie nawet te z zasady przezorne, szybko wpadają w ramiona tureckiego kochanka. Przeżywają wakacje swojego życia, romantyczne spacery o zachodzie słońca, kolacje na plaży, a potem cierpią cały rok oczekując kolejnego urlopu. W międzyczasie dają zarobić mnie ( :-) ) zlecając tłumaczenia kolejnych miłosnych listów pełnych wyrazów tęsknoty i rozpaczy. Tak, tak, do takiego romansu znajomość języka nie  jest potrzebna, o czym zdążyłam się już nie raz przekonać. W czasie wakacji język ciała jest najlepszą formą komunikacji, gorzej na odległość, gdy ciało ciała nie czuje. Wtedy potrzebny jest tłumacz, czyli ja :-D A Polki to naprawdę pracowite babki, gotowe do wielu poświęceń w imię miłości. Wiele z nich od razu przystępuje do nauki języka tureckiego, planują zmianę całego swojego życia, byle tylko znaleźć się u boku ukochanego. 
Ja tutaj nie oceniam. Stopień ryzyka BARDZO wysoki, ale ku mojemu zdziwieniu, czasem takie związki się udają. Często jednak konflikt kultur przerasta niedoświadczonych kochanków i pani Polka szybko pakuje walizki i wraca do swojej polskiej szarej rzeczywistości jak ten zbity pies. 
Bo od kuchni to wygląda tak: ci seksowni panowie, kelnerzy, recepcjoniści, ochroniarze i ogólnie 90% panów z turystycznych kurortów to chłopcy z tureckich wsi lub zacofanego wschodu państwa, którzy kończą edukację na podstawówce, góra liceum. Do kurortów przyjeżdżają bez niczego. Zatrudniają się w hotelach, które dają im a) ubranie (tak, tak, te śnieżnobiałe koszule i garniaki), b) zakwaterowanie (np. 5 pracowników w jednym pokoju na przejściowych łóżkach), c) wyżywienie. Angielskiego uczą się od turystów, a cholerka, trzeba im przyznać, mają dar do języków! Potrafią wszystko dla Ciebie ZAŁATWIĆ, ponieważ wraz z nim do tego samego kurortu przyjechało jego 3 braci i 6 kuzynów, którzy pozatrudniali się w innych miejscach. I tym sposobem kolacja, na którą Cię zaprosił do tej fajnej restauracji na plaży, to jeden przydział jedzeniowy jego brata/kuzyna, który tam pracuje. Bo Twój ukochany zarabia przysłowiowe grosze niestety. I często jeszcze wysyła je rodzinie na wsi. 
Wszystko się komplikuje, gdy zakochana i uparta turystka przyjeżdża do ukochanego jeszcze raz. Kochane panie, tak się nie robi. No po co się pytam. Jeśli już, to chociażby w inne miejsce. W ten sposób można zachować fajne wspomnienia i żyć dalej. A tak, dochodzi do rozczarowania. No bo chce się tym razem zostać dłużej niż tydzień czy dwa. Czyli ten nieszczęsny chłopak musi wynająć mieszkanie. A za co? Jak już się wykosztuje, to pani Europejka będzie miała szczęście/nieszczęście poobserwować ukochanego w domu. No a ile on może chodzić w tym garniaku w upale 40 stopni? W domu przebierze się w coś wygodniejszego. Hehehe, i gwarantuję - nie będzie już tak sexy :-D standarcik - wyciągnięte drechy marki Adidos. I śniadania do łóżka też już przynosić nie będzie, no bo w końcu ma babę w domu, więc niech się do czegoś przyda. Dla takich chłopaczków coś co nazywamy "podziałem obowiązków" nie istnieje. Pochodzą oni najczęściej z największej tureckiej ciemnoty, gdzie baba jest od garów, dziecioków i miotły, a facet od herbaty i zarabiania pieniędzy. Tak, tak. Witajcie w rzeczywistości.

Jeśli teraz pomyślałyście sobie, że ja też tak skończyłam, to spieszę wyjaśnić, że powyższa historia dotyczy panów pracujących w turystycznych kurortach w zawodach jak wyżej i podobnych. Ja jednak uparłam się, by tureckie społeczeństwo przeanalizować głębiej :-) 
Mój pierwszy wniosek był taki: edukacja w Turcji ma ogromne znaczenie. To, czy ktoś jest wykształcony czy nie tutaj nie tylko od razu widać, ale nawet i czuć :-) Wykształceni Turcy są tacy bardzo... europejscy :-) Panowie nie mają oporów, by zająć się dzieckiem czy wyjść z nim na spacer. Wynoszą śmieci i ewentualnie zmywają naczynia. Inaczej się ubierają, czytaj po naszemu - bez adidosów czy lakierowanych butowanych z zadartym czubem. Fryzury też mają normalne i jedno opakowanie żelu służy im przez dobre kilka miesięcy, a nie przez kilka dni jak tureckim kelnerom. 

Ja swojego męża poznałam... w Polsce :-) studiowaliśmy na tym samym uniwersytecie. Pochodzi z dość nowoczesnej tureckiej rodziny, w której każdy jego członek jest ważny i szanowany. Nie będę kłamać, że różnic kulturowych między nami nie ma. "Docieraliśmy się" przez kilka lat, ale z pozytywnym skutkiem :-) Róźnice kulturowe to jednak znowu temat rzeka więc pozwólcie, że innym razem. Czasem aż żałuję, ale mój mąż jest jednym z najmniej romantycznych Turków jakich znam :-) No cóż, coś za coś :-D

Ale do brzegu :-) Dzisiaj są Walentynki. Turcy to bardzo antyamerykański naród. Nie wpadają w zachwyt tak jak my na temat wszystkiego co Stany wyprawiają. Mimo to powiedzieć, ze Walentynki - czyli obrzydliwie amerykańskie święto, się tutaj przyjęły to za mało. Walentynki tutaj zapuściły długie korzenie, wsiąkły w turecką kulturę i mentalność. I tak, od ponad 2 tygodni w mediach jesteśmy bombardowani reklamami propozycji walentynkowych prezentów - tablet, laptop, iPhone, biżuteria z brylantami, zagraniczna podróż. Panie od rana siedzą u fryzjerów i pindrzą się na romatyczny wieczór. Mój osobisty mąż był bardzo zawiedziony, gdy dowiedział się, że w mojej rodzinie kupujemy sobie czekoladki w kształcie serca, długopis z serduszkiem czy pudełko ulubionych trufli. A dowiedział się o tym przy okazji pierwszych naszych wspólnych Walentynek, z okazji których ja kupiłam mu jajcarski portfel, a on mi moje najdroższe ulubione perfumy.

Pogodę mamy dzisiaj deszczową, więc z romantycznego spaceru nic nie wyjdzie. Poza tym z racji innych zakochanych nasz hotelik dzisiaj pęka w szwach, więc i mąż zabiegany. Jutro jednak wybieramy się na romatyczną pizzę - w tym  miejscu przepraszam wszystkich na diecie ;-)

A jak Wy świętujecie? :-)


8 komentarzy :

  1. Jak miło było przeczytać ten post, naprawdę mnie wciągnął choć nie przepadam za czytaniem długich notek ;) Przyznam, że tutaj przeczytałam całość na jednym wdechu!

    Czekam na kolejne :)
    Miłych Walentynek i cieszcie się sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Pirelko, za cenną uwagę - będę się starała nie ględzić bez końca, bo faktycznie długie notki bywają nużące.

      Również miłych Walentynek!

      Usuń
  2. Świetny post, fajnie się czytało. Z niecierpliwością czekam na kolejny!
    A zdrady? Czy ci kelnerzy, barmani potrafią mieć tam w swojej wiosce żony, a z turystkami zaszaleć?
    My walentynki? Zazwyczaj bez szaleństw, dziś tym bardziej, bo rozłożyła mnie grypa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, zdrady w Turcji - obiecuję, że jutro o tym dopiszę :D
      Jak grypa to do łóżka, a to chyba jedno z lepszych miejsc by świętować walentynki ;-)

      Usuń
    2. kurczę, teraz wyjdę na jakąś żądną pikantnych szczegółów znudzoną mężatkę ;D Ale fajnie poznać inną kulturę, zwłaszcza, jak się ma tam "swojego człowieka" :)
      Także pisz, pisz, pisz, mnie długie notki nie nużą, sama mam do nich tendencję :)
      No i mam nadzieję, że o Waszym ślubie też przeczytamy-jak, gdzie, kiedy :)
      Miłego weekendu i smacznej pizzy.

      Ps. w łóżku wyląduje od razu jak Mała zaśnie :) Ale bynajmniej mąż nie będzie miał dziś ze mnie pożytku :(

      Usuń
    3. ależ skąd, absolutnie tak nie pomyślałam, a zdrady to tak nieodłączny temat tureckiej miłości, że aż mi wstyd, że o nich zapomniałam! usprawiedliwiam się szczęśliwym małżeństwem i biję w pierś ;-)

      Usuń
  3. A ja bardzo lubie czytac dlugie notki! Szczegolnie, ze sama jestem gadula i moje posty tez zazwyczaj do krotkich nie naleza!
    Hihihi, jak tak poczytalam to pogratulowalam sobie, ze raczej nigdy nie odwazylabym sie na samotny urlop. Podejrzewam, ze tez nie oparlabym sie urokowi przystojnych, sniadych "tubylcow". :) Co ciekawe, zawsze mialam slabosc wlasnie do takich ciemnookich i ciemnowlosych facetow, a wyszlam za bladego blondyna z niebieskimi patrzalkami. Ironia losu, czy co? ;)
    A moje Walentynki? Moj malzonek jest chyba najmniej romantycznym mezczyzna jakiego znam, wiec sama wiesz... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Agatko, panie opisane w poście to nie tylko samotne urlopowiczki :-D są wśród nich córki przyjeżdżające z rodzicami, panie wypoczywające z mężami, koleżankami, licealistki, studentki, świeże mężatki, panie w wieku podeszłym, prawnicy, nauczyciele... Turcy potrafią być naprawdę przekonywujący :-P

      Usuń